– Tęskniłam – usłyszałem jej cichutki głosik, gdy wyszeptała to jedno słowo. To jedynie poszerzyło mój uśmiech. Myślałem, że mi tego nie wybaczy. Zwłaszcza po tym, gdy odtrąciła moją łapę, kiedy chciałem w lesie otrzeć jej pojedynczą łzę z pyszczka.
Powoli się wyprostowałem, jednak wciąż utrzymywałem nasze noski w połączeniu. Patrzyliśmy sobie w oczy. Nareszcie. Nareszcie dostrzegłem na jej mordce chociaż sam cień uśmiechu! Nie była smutna! Udało mi się! Misja wykonana. Odchyliłem się lekko, by po chwili wtulić się w jej ciepłą sierść. Położyłem łeb na karku Ally i zaciągnąłem się zapachem jej kremowego futerka. Jak zwykle leśny, cudowny… Miałem ochotę pozostać przy niej na wieki. Nie opuszczać jej nawet na krok. Ale to raczej było dość… niemożliwe.
– Ja także za tobą tęskniłem, Als – szepnąłem do jej ucha. A właściwie to wymruczałem. Tak wiele chciałem jej powiedzieć, tak wiele chciałem pokazać, tak wiele chciałem móc zrobić… lecz było za wcześnie. Lub za późno. To i to równocześnie. Dość nietypowo. Zamierzałem w najbliższym czasie postarać się o jej łapę. Zostać jej drugą połówką. By nie musieć się martwić i nie być już tak chorobliwie zazdrosnym o każdą jej nową znajomość z różnymi basiorami. Skręcało mnie, gdy rozmawiała z jakimś nieznanym mi samcem. Flirtowali z nią, bo była śliczna. Ale zamierzałem walczyć o jej serce. – Przepraszam cię strasznie, jeszcze raz, gdybym wiedział, że… – odchyliłem się lekko, spoglądając w jej piękne oczy. Jednak nie dane mi było skończyć. Jej drobna łapa powędrowała na mój pysk. Uciszyła mnie krótkim i delikatnym gestem. Uśmiechnąłem się, czemu towarzyszył także chichot; nie tylko z mojej strony, ale także i jej. – Może… dasz się zaprosić na krótki spacerek? Hmpf, jaki tam krótki! Kogo ja próbuję oszukać! Na bardzo długi spacer, we dwoje. Sami… Niedługo zajdzie słońce. A z miejsca nazywanego tutaj Mystic Waterfall można podziwiać to zjawisko. – zaproponowałem. Chciałem choć częściowo nadrobić ten stracony czas, gdy mnie przy niej nie było.
– Właściwie… czemu nie. – uśmiechnęła się nieco szerzej niż dotychczas. Nadal utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Byliśmy bardzo blisko. Nie chodzi mi tu o relację, bo jej nie znałem. Dla mnie mogła być pierwsza i najważniejsza, natomiast ja u niej mogłem równie dobrze zajmować jedno z najniższych miejsc w rankingu „tych lubianych”. Choć – jeżeli mam być szczery – miałem dziwne wrażenie, że jej także zależy na mnie równie mocno, co mnie na niej.
Kiwnąłem lekko głową w stronę wyjścia i odwróciłem się w jego stronę. Powoli podreptaliśmy przed siebie, w pierwszej kolejności opuszczając grotę, która prawdopodobnie należała do niej. Nie byłem tego pewien, aczkolwiek tak podpowiadał mi rozum. Logiczne. No chyba, że schowała się w cudzej jamie. Ale to nie w jej stylu. Zbytnio by się wstydziła. A potem dręczyłyby ją wyrzuty sumienia. Tak działała Ally. Na miejsce dotarliśmy po niespełna pięciu minutach, co wielce mnie zdziwiło. Najwyraźniej jej jaskinia była osadzona bardzo blisko Mystic Watefall. Cóż, ale przynajmniej się nie spóźniliśmy. Usiedliśmy równocześnie – jak zsynchronizowani, ha! – pod dość sporym drzewem, przypominającym wiśniowe. Różowiutkie płatki strącał na ziemię wiatr. Kilka z nich zatańczyło nad naszymi głowami, gdy zatrzymaliśmy się przy krańcu niewielkiego spadu. Spoglądaliśmy w stronę łuny, jaką pozostawiało po sobie słońce. Za nami szumiała woda z niewielkiego wodospadu. Miejsce naprawdę było tajemnicze i pełne magii, a równocześnie niesłychanie romantyczne. Ostatnie promienie podświetlały jej kremowe futerko, a brązowe wzory na sierści mojej przyjaciółki zmieniły chwilowo barwę na bordową. Śniegu już nie było. Coraz bardziej odczuwało się nadchodzące lato. Ah, te gorące dni… Latem ja i Ally się poznaliśmy. Dlatego też z tego względu tak kochałem tę porę roku. Po kilku minutach życiodajna gwiazda zniknęła za linią horyzontu i wokół momentalnie zapanował mrok. Niebo było bezchmurne, więc widzieliśmy wyraźnie wszystkie gwiazdy. Jakby ktoś sypnął brokatem po granatowej kartce. Dostrzegłem wśród tych drobnych ogromny ogon spadającej. Widziałem, że moja towarzyszka także ją spostrzegła. Na jej pyszczku pojawił się nikły uśmiech, kiedy delikatnie ułożyłem swoją łapę na jej, znacznie mniejszej i drobniejszej od mojej.
– Pomyśl życzenie. – szepnąłem jej prosto do ucha, chichocząc pod nosem. A kiedy drgnęła z zimna, bo na noc zazwyczaj temperatura nieco się obniżała to zbliżyłem się do niej znacznie. Naszych ciał nie dzieliła już żadna przestrzeń. Czułem, jak wadera opiera głowę o moje ramię i wzdycha cicho. Z uśmiechem co jakiś czas patrzyłem na nią. Przymknęła na moment oczy. Chyba myślała nad swoim życzeniem. Otworzyła je. W jej pięknych ślepiach odbijało się gwieździste niebo. A ja głupi myślałem, że piękniejszych oczu mieć nie może. Teraz wiem, że kolejny raz się pomyliłem.
<Ally? Romantyk Austin!>