- Wygrałeś? Pff, chyba żartujesz! Wlokłeś się jak ślimak, grubasie! - wystawiła mi język.
- Oj, moja panno, chyba mówisz o sobie!
- Musiałeś mnie zagadywać, żeby utrzymać tempo, a i tak przegrałeś, panie mądry.
Nie wiem, czy się wkurzyłem, czy było to bardziej przyjacielskie zagranie, ale skoczyłem na wilczycę i przyszpiliłem ją do ziemi. Nasze pyski były bardzo blisko, niemalże stykaliśmy się nosami. Mierzyła mnie wzrokiem. Zdziwiłem się, bo coś ją bawiło. Żeby więc pokazać jej, że panuję nad sytuacją warknąłem przyjacielsko:
- Leżysz!
- Doprawdy? - na jej pysku zagościł szelmowski uśmiech i chwilę później o moją głowę z hukiem uderzyły szyszki, z pobliskiej sosny. Kiedy deszcz szyszek ustał otworzyłem oczy i zobaczyłem skaczącą na mnie chaos. Nie utrzymałem równowagi i tym razem to ja byłem na ziemi.
- I co powiesz, Shogain? - była z siebie niezwykle zadowolona.
- Niech ci będzie.
- Ha! Mówiłam!
Usłyszałem szelest i popatrzyłem w bok. Zobaczyłem wielkiego jelenia.
- Cicho!- syknąłem.Wyswobodziłem się z jej ucisku i łapą wskazałem w kierunku jelenia. - Co powiesz na taką zdobycz? - uśmiechnąłem się i zacząłem skradać się w kierunku jelenia.