‘Hej!
Zostaniemy przyjaciółmi?’?
Pokazywałoby
to zwyczajny brak kultury z mojej strony.
Niestety moje życie nie należało do tych najprostszych, wręcz
przeciwnie. Nie mało trzeba było się namęczyć, żeby coś osiągnąć, czegoś się
nauczyć, kogoś poznać. A co gorsza,
teraz przychodzi mi to jeszcze ciężej niż za dawnych lat.
Dwie drogi. Tylko tyle potrafiłam sobie wyobrazić, te drogi
wskazujące co się ze mną stanie, jak skończę swój, marny dotychczas żywot.
Pierwsza pokazanie się w towarzystwie z lepszej strony i nauczenie się
komunikacji z płcią przeciwną, co było moją słabą stroną… Druga zaś
odpuszczenie sobie, przystania do samotnego, nudnego życia, pogodzenie się z
faktem dokonanym, czyli umieraniem powoli, w samotności.
***
Kolejny spokojny dzień? Oczywiście, moje życie w końcu
opiera się tylko na takich. Kilka tak zwanych przełamań polegało zaledwie na
spotkaniu z dwóch poczciwych osóbek o miłych usposobieniu, krótkiej rozmowie i
podążeniu w swoją stronę. W moich historiach nigdy nie odbyło się miłe
zakończenie w postaci ‘[…] I żyli długo
i szczęśliwie.[…]’. Nie ta bajka. Nie ta księżniczka.
Poranny spacer? Kolejna codzienna codzienność, na którą
byłam poniekąd skazana do końca życia. Tym razem jednak moje łapy poprowadziły
mnie w nieznane dotąd miejsce. Wyglądało niespotykanie, jednak pięknie i
niezwykle. Niechętnie, z powodu braku humoru, poniosło mnie nad pobliski
wodopój. Nachyliwszy się usłyszałam ledwie dosłyszalny szelest, który jednak
nie spłoszył mnie na tyle, by wykonać w tym momencie jakikolwiek ruch w ów
stronę.
Kątem oka ujrzałam po swej lewej stronie kruczo-czarnego
osobnika wolno stąpającego po zielonej trawie mokrej od porannego deszczu. Zauważył
mnie już dawno, jednak nie dawał tego po sobie poznać. Postanowiłam nie
pozostać dłużna.
- Pomóc w czymś? – na moim pysku pojawił się ledwie
dostrzegalny chytry z lekka uśmieszek.
<Jeff?>