poniedziałek, 19 stycznia 2015

Od Inés

Kolejne ciche, nudne, nic nie znaczące dni zaczęły oblegać moje życie w całości. Chwilowy brak obowiązków oraz brak żywej duszy przy boku zaczął bardzo dawać mi się we znaki. Lecz co ja mogłam na to poradzić? Bez pardonu podchodzić do pierwszej lepszej niewinnej osóbki i palnąć coś w stylu
‘Hej! Zostaniemy przyjaciółmi?’? 
Pokazywałoby  to zwyczajny brak kultury z mojej strony.
Niestety moje życie nie należało do tych najprostszych, wręcz przeciwnie. Nie mało trzeba było się namęczyć, żeby coś osiągnąć, czegoś się nauczyć, kogoś poznać.  A co gorsza, teraz przychodzi mi to jeszcze ciężej niż za dawnych lat.
Dwie drogi. Tylko tyle potrafiłam sobie wyobrazić, te drogi wskazujące co się ze mną stanie, jak skończę swój, marny dotychczas żywot. Pierwsza pokazanie się w towarzystwie z lepszej strony i nauczenie się komunikacji z płcią przeciwną, co było moją słabą stroną… Druga zaś odpuszczenie sobie, przystania do samotnego, nudnego życia, pogodzenie się z faktem dokonanym, czyli umieraniem powoli, w samotności.

***

Kolejny spokojny dzień? Oczywiście, moje życie w końcu opiera się tylko na takich. Kilka tak zwanych przełamań polegało zaledwie na spotkaniu z dwóch poczciwych osóbek o miłych usposobieniu, krótkiej rozmowie i podążeniu w swoją stronę. W moich historiach nigdy nie odbyło się miłe zakończenie w postaci  ‘[…] I żyli długo i szczęśliwie.[…]’. Nie ta bajka. Nie ta księżniczka.
Poranny spacer? Kolejna codzienna codzienność, na którą byłam poniekąd skazana do końca życia. Tym razem jednak moje łapy poprowadziły mnie w nieznane dotąd miejsce. Wyglądało niespotykanie, jednak pięknie i niezwykle. Niechętnie, z powodu braku humoru, poniosło mnie nad pobliski wodopój. Nachyliwszy się usłyszałam ledwie dosłyszalny szelest, który jednak nie spłoszył mnie na tyle, by wykonać w tym momencie jakikolwiek ruch w ów stronę.
Kątem oka ujrzałam po swej lewej stronie kruczo-czarnego osobnika wolno stąpającego po zielonej trawie mokrej od porannego deszczu. Zauważył mnie już dawno, jednak nie dawał tego po sobie poznać. Postanowiłam nie pozostać dłużna.
- Pomóc w czymś? – na moim pysku pojawił się ledwie dostrzegalny chytry z lekka uśmieszek.

<Jeff?>