piątek, 9 stycznia 2015

Od Yaenn C.D. Nathana

- Nie, nic się nie stało - odparła naprędce, uśmiechając się do Nathana. Wiedziała, że wyszło to nieco sztucznie, ale w tamtej chwili nie przychodziło jej do głowy żadne inne wytłumaczenie tego niezręcznego zachowania. - Ja… po prostu źle czułam się w miejscu, gdzie wcześniej mieszkałam. Matkę skazano na śmierć, a ja usługiwałam dość bezpośredniemu władcy. Galvan nie był zbyt delikatny, zawsze obchodził się z poddanymi dość brutalnie - przerwała na chwilę, odgarniając futro i ukazując wąską, długą bliznę ciągnącą się przez całą łopatkę - nikt nie był wyjątkiem. Kiedy odeszłam przygarnęła mnie szamanka i pokazała jak czerpać radość z życia. Po roku bycia moją mentorką uznała, że nauczyła mnie wszystkiego, czego mogła mnie nauczyć i zniknęła następnego dnia. Kilka miesięcy później spotkałam Gustave’a, zaproponował mi dołączenie do Calme Loup i jakoś tak się tu znalazłam.
Położyła się wygodnie, wyciągnęła łapy przed siebie i umiejscowiła na nich łeb, skrywając go przed bacznym wzrokiem Nathana. Zawsze kiedy wspominała jej ślepia tliły się żalem, wspomnieniami i bólem z dawnych lat, a nie lubiła rozklejać się przy innych. Samotność wydawała się do tego odpowiedniejsza.
Przewróciła się na plecy, podkurczając przednie kończyny i utkwiła dwa czekoladowe oczęta na jakimś maleńkim listku, łagodnie kołyszącym się na wietrze. Spojrzała ukradkiem na basiora, lecz zorientowała się, że wciąż jest obserwowana.
- Wcale nie było tak źle jak się wydaje czy wygląda - powiedziała cicho, lecz jakby ze śmiechem w głosie. - Kiedy jeszcze byłam szczeniakiem całe dnie spędzałam w jaskini. Matka zawsze mówiła, że mam w sobie coś z pająka albo małpy, choć nie jestem z nimi w żadnym stopniu spokrewniona. Wchodziłam dosłownie wszędzie gdzie się dało, zwiedziłam praktycznie każdy zakamarek groty. Wtedy odnalazłam w wyższych partiach leża szczelinę, dzięki której mogłam obserwować świat zewnętrzny.
Ponownie zmieniwszy pozycję na boczną, skierowała się ku wilkowi.
- Było to ogromną zagadką. Wierzyłam, że poza skałami kryje się lepszy świat, ale… zmieniłam zdanie po ukończeniu roku. Wciąż uważam wstąpienie do szeregów Calme Loup za drugi najlepszy wybór w moim życiu. Pierwszym było poproszenie Pharis o pomoc.
Teraz podniosła się, przysiadła na puchatym ogonie i spojrzała Nate’owi głęboko w oczy.
- Jeśli masz jakiekolwiek pytania śmiało pytaj, nie mam już chyba nic do ukrycia - westchnęła, unosząc kąciki pyska. - A jak to było z tobą, jeśli można spytać?

<Nathan? Drobny brak weny>

Ogłoszenia! Bal maskowy? Losowanie?

Z dawki ogłoszeń mogę powiedzieć tyle, iż bardzo się cieszę, że tak licznie postanowiliście dołączyć do Calme Loup i jesteście tutaj, zarówno razem ze mną, jak i resztą administracji. Nie sądziłam, że ten blog się tak rozkręci i że tak ucieszy Was informacja o powrocie mojej starej watahy, pod zmienioną nazwą. Co prawda opowiadań, po zakończonej przerwie świątecznej, jest nieco mniej, jednak wierzę, że to zastój spowodowany prywatnym życiem, toteż nie robię z tego powodu żadnych problemów. Tak, czy inaczej, pragnę Wam wszystkim podziękować. Po raz kolejny, dzięki Wam, poczułam, że jednak mogę zrobić coś pożytecznego. Szczerze Wam dziękuję! A co do samych ogłoszeń, to planuję mały evencik, czy konkursik. O tym jednak w późniejszym czasie.
Bal maskowy? Ostatnio, z resztą ekipy, wpadłyśmy na pomysł zorganizowania balu maskowego. Jak to wszystko ma wyglądać, wyjawię dopiero po przeprowadzonej ankiecie, w który Wy oddacie swój jeden głos. Fajnie, gdyby to wszystko było uczciwe, a co ważniejsze, nie każdy, gdyby pomysł przeszedł, musiałby brać udział w tym widowisku. Jest więc to po prostu dla chętnych.
Losowanie do wywiadu! Jako, że nie wiem, ile osób będzie chciało odpowiadać na moje pytania związane z blogiem, a czasem nawet życiem, to mam pewną propozycję. Mianowicie każdy, kto będzie chciał brać udział w takim losowaniu musi wpisać się tutaj, pod tym postem, w komentarzu, wpisując imię swojego wilka. Pamiętajcie, że jeżeli macie więcej niż jednego bohatera, to automatycznie zwiększacie swoją szansę na powodzenie podczas losowania.
To tyle na dziś!
administrator główny
une.subercaseux@gmail.com
PS. Jeżeli Gustave nie dokończył czyjegoś opowiadania to proszę mi przypomnieć o odpisie na mojej prywatnej poczcie howrse. Z góry za zwłokę przepraszam.

Nowy basior - Austin!

Oto nowy basior w watasze! Tym razem to Austin, który został wykreowany przez autorkę na wzór jednego z głównych bohaterów pewnego Disney'owskiego serialu. Bardzo się cieszę, że postanowiłaś zrobić jeszcze jednego wilka! Życzę Ci mile spędzonych chwil tutaj!
Austin
Piosenkarz
autor: Nie-Chcesz-Wiedzieć

Corrin nieobecna!

Corrin będzie nieobecna od 9 stycznia do 11 stycznia. Prosimy, aby w tym czasie nie pisać do Niej opowiadań.
administrator główny
une.subercaseux@gmail.com

Nowa wadera - Pandora!

Mam zaszczyt powitać kolejnego członka Calme Loup. Bardzo się cieszę, że postanowiłaś tutaj dołączyć i razem z Nami przeżywać niezapomniane chwile. Życzę Ci świetnej zabawy i mile spędzonego czasu!
Pandora
Cichociemna
autor: ronisia (doggi)

Od Nathana C.D Yaenn

Uniósł głowę ponad taflę wody.
- Nieopodal na polanie widziałem stado łań.- powiedział z lekkim uśmiechem.- Również chętnie przekąsiłbym conieco. Nie obrazisz się jeśli będę Ci towarzyszyć?- zapytał, a jego uśmiech stał się bardziej figlarny.
- Nie.- rzuciła krótko.- A więc prowadź.
Ruszyli w drogę. Jak zwykle wędrowali w ciszy. Od czasu do czasu dzielili się komentarzami na temat (mocno przerysowanego jego zdaniem) uroku wiosennej pory. Tymczasem wiosenny krajobraz całkiem mu zbrzydł pod wpływem tych wszystkich fałszywych określeń. Miał zwyczajnie dość wiosny.
Jednocześnie miał dość tego chole*nego skrępowania i wzajemnej nieśmiałości. Nie rozumiał tej swoistego rodzaju blokady, która coraz bardziej go denerwowała. Chciał wreszcie porozmawiać z Yaenn na jakiś poważny temat. Pragnął rozmawiać z Nią tak, jak przed laty z Joyce. Miał ochotę wypowiedzieć się na jakiś temat, zadawać pytania i sam udzielać odpowiedzi. Coraz częściej dochodził do wniosku, że zwyczajnie nie potrafi już rozmawiać. A przynajmniej nie z waderami...
Niespodziewanie stanął w miejscu. Spostrzegł przed sobą stado łań, które było ich celem.
- Yaenn- szepnął by nie zdradzić ich obecności.- Patrz.
Wadera skierowała wzrok w stronę zwierząt. Zajęli się opracowywaniem planu ataku. Był prosty, ale skuteczny. W sam raz. Zajęli pozycje i cicho skradali się do wypatrzonej sztuki.
***
Polowanie było udane. Bez większych problemów udało im się "złowić" zdobycz. Teraz posilali się w milczeniu.
Po zakończonym posiłku udali się nad rzekę by obmyć zabrudzone futro.
- Yaenn.- Nathan przerwał ciszę wbijając wzrok w płynącą wodę. Siedzieli teraz w cieniu ogromnego drzewa, wylegując się beztrosko.- Mogę Cię o coś spytać?
- A co masz na myśli mówiąc "coś"?- odparła pytaniem. Ona również patrzyła na spokojnie płynącą rzekę, zagłębiając brąz swych oczu w błękitną toń.
- To jak trafiłaś do tej watahy.- wyjaśnił. Niespodziewanie nabrał wrażenia, że wadera wcale nie chce o tym mówić. Jednak pytanie zostało już zadane. Teraz Nate może tylko karcić się w myślach za swoje wścibskie zachowanie. Nie powinien pytać, to jej osobista sprawa.
Yaenn spuściła wzrok na swoje łapy. Na jej pyszczku zawitał dyskretny wyraz smutku.
- Wybacz mi moją ciekawość. Nie powinienem był pytać, to Twoja sprawa.- przeprosił. W jego oczach błyszczała skrucha.

<Yaenn?>

Od Noah C.D Grime

Na jej ustach zatańczył lekki uśmiech, jakby właśnie coś wspominała.
- Towarzystwa? - zapytała, a ja skinąłem głową.
- Ostatnio miałem go zbyt mało. - odpowiedziałem, nadal z uśmiechem.
Grime patrzyła na mnie przez chwilę jakby mnie analizowała, po czym skinęła głową.
- Niech będzie. - odpowiedziała.
- Świetnie! To może się przespacerujemy? - zaproponowałem
Gdy wyraziła zgodę, ruszyliśmy powoli wzdłuż rzeki. Jej szum przypominał mi o dzieciństwie spędzonym w górach i morderczych treningach, które sprawiałem Rav jeszcze kilka miesięcy temu.
- Kim jesteś w watasze? - Grime przerwała ciszę, więc odwróciłem w jej stronę głowę.
- Cichociemnym, a ty? - odparłem.
Uniosła brwi.
- Też.
- Lubisz kwiaty? - zmieniłem temat, po tuż przy drodze zauważyłem szarotkę. Gdyby była tu moja siostrzyczka, już by kucała nad kwiatem i rozwodziła się nad jego pięknem. Przyznam że też lubiłem szarotki. Stanowiły kolejny od nośnik do mojego dzieciństwa.
Uniosłem głowę, zatrzymując spojrzenie na Grime, którą najwyraźniej mocno zdziwiło moje pytanie.

Grime? Sorry za długość - wena wyszła na spacerek

Od Raven C.D Inés

Wadera poprowadziła mnie w ciszy przez las ku jaskini, którą nazwała swoją "dziuplą".
Stwierdziłam, że na razie jej zaufam, kiedy zaproponowała mi zostanie u niej na trochę.
- Nie będę się narzucać? - zapytałam, a Inés pokręciła głową, nadal z uśmiechem. Nie wyglądał na do końca prawdziwy, jednak spłynęło to po mnie jak woda spływa po kaczce. Najzwyczajniej w świecie mi nie ufała i to był powód jej zachowania.
Zaproponowała mi poczęstunek i chociaż najpierw chciałam odmówić, żeby nie sprawiać dodatkowego kłopotu, burczenie w moim brzuchu powstrzymało moje wszelkie protesty.
Czułam się trochę nieswojo, gdy tak jadłam w milczeniu, a Inés również milcząc przyglądała mi się. Nie byłam aż taką wielbicielką ciszy.
- Inés? - zaczęłam, a wadera przekrzywiła głowę na bok - Miałabyś ochotę się potem ze mną trochę przejść..? - zaproponowałam.

Inés?