środa, 31 grudnia 2014

Od Nathana

''Płomienie. Wszędzie. Wilki biegnące, jak sądził, donikąd. I ten przeraźliwy krzyk. Ktoś został właśnie zgnieciony przez płonącą gałąź. A pośród płomieni biegnie Ona. Zawsze uważał ją za bohaterkę. Podbiegł do Niej. Spojrzał Jej w oczy dokładnie jak zawsze kiedy to robił. Tym razem w jego oczach był strach. Ale Ona była dzielna. "Co mam robić mamo? Chcę pomóc."- łka przerażony widokiem tych wszystkich płomieni, zranionych wilków, krwi. Wtedy czuje silny uścisk. "Puszczaj!"- wrzeszczy, ale ona nie słucha. Wlecze go za sobą i nie odzywa się. "Joyce, proszę. Chcę do mamy."- szepcze przez łzy zalewające jego pysk. Odwraca się tylko po to, by posłać mu groźne spojrzenie.
Stoją na wzgórzu. Widzą stąd cały dramat rozgrywający się na dole. Niemal słyszą te okrzyki rozpaczy. Zaciska zęby, stara się być silny, ale czuje, że zaraz się złamie. Wadera chwyta go za ramiona. "Nate słuchaj mnie uważnie. Musisz znaleźć bezpieczne miejsce."- mówi, a jej głos drży. Zwykle kiedy jest zdenerwowana, mówi do niego per Gówniarzu. Coś jest nie tak. "Czy to pożegnanie?"- pyta niespodziewanie. "Miejmy nadzieję, że nie."- odpowiada. Sięga po coś co chwilę potem zawiesza mu na szyi. "Nie zgub go."- mówi i odchodzi. Patrzy na podarunek. Kompas. Tymczasem Joyce znika w kłębach dymu i językach dzikiego ognia. Chce biec za nią, nie opuszczać jej i ich matki. Rusza. Ale powstrzymuje go wybuch. Zostaje odepchnięty, pogruchotany. Pokonany."

Obudził się zalany potem. Jego głowę rozsadzała gorączka. Po raz kolejny męczył go ten sen. Kolejny raz nie dawał mu spać, pozbawiając tak niezbędnej energii. Starał się znaleźć kompas na swojej piersi. Właściwie to jedyna pamiątka jaką miał po rodzinie. Był ciekaw, czy dane mu będzie ich zobaczyć. Znalazł go. Odetchnął i ułożył głowę z powrotem na ziemi. Oddychał nerwowo przyglądając się zakurzonej szybce urządzenia. Tamtego dnia igła, która wskazywała północ skierowana była w prawo. Przełknął ślinę i wstał. Przyłożył łapę do czoła. Z niezadowoleniem stwierdził, że gorączka nie ustępuje. Ruszył w poszukiwaniu wody. Czuł, że zaraz trafi go szlag.

Znalazł. Wskoczył niewiele myśląc do chłodnej toni. Zanurzył się i czekał aż ochłonie. Lecz kiedy tylko zamknął oczy powróciły obrazy z przeszłości. Wydawały się tak bardzo odległe. A jednak. Zdarzenia, które tak mocno wyryto w jego pamięci zdarzyły się zaledwie półtora roku temu. Był wtedy jeszcze mały. Za mały. Gwałtownie otworzył oczy. Wyskoczył z wody równie szybko jak do niej wskoczył. Jakby właśnie moczył się w żrącym kwasie.
Wyszedł na brzeg, otrzepał wodę z futra i podszedł do drzewa. Uderzył weń głową. Kilkukrotnie.
- Nate.- szeptał.- Nic ni nie grozi, to już nie wróci.
Oderwał się od rośliny i usiadł, by chwilę później położyć się i zwinąć w kłębek. Chciał zasnąć. W spokoju. Bał się stale, że wspomnienia wrócą. To jego prześladowcy. Wieczni prześladowcy. Dlaczego nie może zapomnieć?

Udało się.
***
Kolejny dzień wędrówki. Mijał właśnie strumień. Stwierdził, że będzie podążał razem z nurtem. Krótko mówiąc szedł donikąd. Jak zwykle, z resztą. Strumień z czasem zamienił się w rzekę. Wędrowiec szedł jednak dalej. Aż do momentu, kiedy ujrzał postać. Siedziała przygarbiona na jednym z nabrzeżnych kamieni. Właściwie nie obchodziło go czy to wadera czy może basior. Szedł dalej, zataczając łuk wokół postaci. Już właściwie minął obcego, gdy nagle usłyszał głos. Z początku nie wiedział, czy słowa były skierowane do niego. W czasie swej podróży przecież tak niewiele się odzywał.
- Stój!- głos za plecami był donośny. "Kim jesteś by mówić mi kiedy stać a kiedy iść?"- chciał zapytać. Powstrzymał się jednak.

<Ktoś, coś? c:>

Nowa wadera - Chaos!

A oto kolejna wadera w Calme Loup. Bardzo się cieszę, że postanowiłaś tutaj dołączyć i razem z Nami możesz pisać opowiadania oraz przesiadywać na chacie. Wilka masz cudownego, jakby hołd dla Orphan World. Życzę Ci mile spędzonych chwil tutaj!
Chaos
Magiczka
autor: Kaminaki

Nowi członkowie - Nathan & Matthew!

Mam zaszczyt powitać kolejnych członków Calme Loup. Niezmiernie się cieszę, że postanowiliście dołączyć i razem z Nami będziecie uczestniczyć w życiu watahy. Życzę Wam wielu mile spędzonych chwil we wspólnym gronie i cudownych znajomości!

Nathan
Wojownik
autor: Scratch

Matthew
Cichociemny
autor: NAJA893

Od Corrin C.D Gustave'a

Wadera stąpała ostrożnie po chłodnej ziemi. Zima dopiero co ustąpiła, ale ziemia najwidoczniej nie tęskniła za śniegiem i zawiejami. Co prawda w niektórych miejscach nie widać było jeszcze cudnej zielonej trawy, ale Corrin nie przejmowała się tym w najmniejszym choćby stopniu. Radował ją każdy milimetr ziemi pod jej łapami, a doznania które temu towarzyszyły napawały ją dumą. Należała teraz do społeczności i czuła się odpowiedzialna swym obowiązkom, które wraz z dołączeniem do Calme Loup przyjęła. Oddychała głęboko, jakby jej płucom brak było tlenu. Choć powietrze nadal było chłodne, to i tak nie raziło strasznie, było wręcz przyjemne. Corrin bardzo lubiła powolne przechadzki, szczególnie ranem. O tej porze dnia wiele osób jeszcze spało i miała mniejszą szansę na to, by spotkać jakieś istnienia. Niestety dzisiejszego dnia przeliczyła się ze swoją zasadą. Na horyzoncie zamajaczył jej wielki i potężny basior. Rozpoznała w nim przywódcę. Tak, nadawał się na niego bezsprzecznie. Wydawało się, że mógłby obronić całą watahę mając do dyspozycji wyłącznie patyk. Dobrze mieć takiego przywódcę, bo wtedy lud czuje się bezpieczny. Ona jednak wolała trzymać się jak na razie na baczności. Już chciała z gracją zawrócić, lub schować się gdzieś w krzakach, ale ją zauważył. Już sunął powoli po brunatnej ziemi, a ona stanęła jak wryta. Nagle poczuła do niego respekt, który aż samą ją zdziwił. Gustave przywitał się z nadmierną wręcz grzecznością, przypisaną sobie do pyska.
- Cóż, tak. Poranki są do tego idealne.- nie wiedziała czemu, lecz jej głos ochrypł bardzo. Spróbowała odchrząknąć dyskretnie, odwracając głowę, ale ten zaczął kreślić mniej określone kształty w ziemi, co przyciągnęło jej wzrok. Wydawał się o dziwo dość spięty, co dało Corrin powód do powstrzymania parsknięcia śmiechem. Opanowała się jednak prędko, czekając na odpowiedź basiora.
- Jak się Panience podoba w Calme Loup?- zapytał z dziwną nutą niecierpliwości w głosie. Westchnęła ciężko i spojrzała na rosnące niedaleko krokusy. Ujęły ją swoim pięknym, fioletowym kolorem. Wzięła jeszcze jeden wdech, po czym odpowiedziała:
- Jest, jest po prostu cudownie.- odpowiedziała, a jej ton wydawał się wręcz nieobecny. W kącikach pyska basiora zakwitł na chwilę blady uśmiech, który znikł tak szybko, jak się pojawił. Jednak pilnym oczom wadery ten widok nie uszedł uwadze. Zadowoliło ją to dość, bo mogła mniemać, iż liczy się z jej zdaniem.
- Miałabym jeszcze do Ciebie jedną prośbę...- szepnęła prawie, patrząc tym razem prosto w oczy Gustave'a. Nie wytrzymała jednak jego głębokiego spojrzenia na długo i odwróciła wzrok z dziwnym uczuciem w środku. Zazwyczaj się tak łatwo nie dawała spojrzeniom innych.
- Słucham więc.- odpowiedział, jakby ponaglając ją do wyjaśnień. Tym razem to ona zaczęła nerwowo grzebać pazurem w ziemi, nie wiedząc jak zebrać słowa. W końcu przybrała sobie za punkt wzroku nos basiora, który rozchylał się podczas nabierania powietrza.
- Nie nazywaj mnie "Panienką". To mnie zawstydza...- drugie zdanie wypowiedziała wręcz niedosłyszalnie, czując, że się rumieni. A akurat taka reakcja występowała u niej bardzo rzadko. Ale w końcu, to Alpha. Jego powinna się choć trochę wstydzić, jak nakazywała etykieta.

                                                     <Gustave?>

Nowa wadera - Maddox!

Mam zaszczyt powitać kolejną członkinię Calme Loup. Właściwie, nie licząc administracji, to jesteś pierwszą członkinią, waderą, rzecz jasna. Mam nadzieję, że zostaniesz tutaj na długo, bo bardzo cieszę się z tego, że postanowiłaś dołączyć. Baw się dobrze!
Maddox
Medyczka
autor: Orphan

Od Gustave'a

Nadszedł pierwszy dzień za Jego panowania. Nieco chłodny poranek nie zraził Go jednak do wyjścia na obchód. W końcu bowiem, jako Alpha ma taki obowiązek. Nie może pozwolić, aby na te piękne tereny wtargnął ktoś, kto nie powinien się tutaj znaleźć. Tak, czy inaczej wyszedł ze swojej jaskini, dużej, aby bez większego problemu mogła pomieścić Jego większe, niż gatunkowa informacja na to wskazuje, cielsko, zaciągając się tym samym świeżym, rześkim powietrzem. Nozdrza miał co prawda wyjątkowo delikatne, jak na basiora, jednak z drugiej strony powietrze nie było na tyle oziębione, aby nie móc Go wdychać.
Spacerował powoli, rozglądając się uważnie. Zapewne po to, aby i z daleka wypatrzeć poruszające się kształty. Wtedy zauważył coś, być może nie niepokojącego, jednak na pewno godnego Jego uwagi. Podszedł nieco bliżej, aby się przyjrzeć. W kruchej posturze, dosyć mocno wychudzonej od razu rozpoznał waderę, która dołączyła tego samego dnia, co On do Calme Loup. Corrin, ot, wydawać by się mogło, że zwykła wadera, z ciętym językiem, która to unika konwersacji. Nie była Gustave'owi obojętna. Nie dlatego, że mu się spodobała, a raczej dlatego, że jako członkini watahy nie może zostać od razu skreślona przez Alphę. Podszedł bliżej, na tyle, aby ta mogła Go bez problemu zauważyć i uśmiechając się wręcz ledwo dostrzegalnie, ukłonił się szarmancko, tak, jak kiedyś to nauczył Go ojciec.
- Czyżby Panienka również wybrała się na poranny spacer? - zapytał kulturalnie, nie chcąc Jej niczym urazić. W głębi duszy jednak czuł, że znajomość z Nią może okazać się bardzo trudna. Z wcześniejszych prób porozumienia się z Nią prawie nic nie wyszło, dlaczego więc i teraz ma odpowiedzieć na Jego pytanie.

<Corrin?>

Nowy basior - Edwyn!

I oto stało się. Calme Loup doczekało się pierwszego członka. Mam zaszczyt powitać Edwyna, drugiego basiora w watasze. Mam nadzieję, że będziesz się tutaj doskonale bawił i zostaniesz w Naszej społeczności jak najdłużej!

Edwyn
Wojownik
autor: «Jula»

Oficjalne otwarcie Calme Loup!

PRAGNĘ WSZYSTKICH SERDECZNIE POWITAĆ!
Oto otwieramy jedyną taką watahę Calme Loup. Pragnę z tego miejsca, jako administrator główny, gorąco podziękować Moim wspaniałym przyjaciółkom - Pamiętnik Galopu, referee oraz velie, które towarzyszyły mi na chacie i pomagały w tworzeniu bloga. Podziękowania ślę również w stronę Orphan, Aniki1911, bezimiennej oraz morphine, które od początku były wtajemniczone i również Nas wszystkie wspierały.
Calme Loup to wataha magicznych wilków, wcześniej nazywana Orphan World, teraz przeszła renowację, powitała cudownych adminów i członków bloga, aby powrócić do dawnej świetności. Mam nadzieję, że My, wszyscy razem będziemy się tutaj doskonale bawić, spędzać wiele, radosnych chwil i razem się śmiać. Dlaczego blog został otworzony dzisiaj? Jest to na swój sposób mój hołd wobec ostatniego dnia grudnia 2014, pięknego, zimowego popołudnia.
Dodatkowo, jeżeli zechce dołączyć ktoś, kto już należał do Orphan World, może napisać do subercaseux (dawniej revoir), abym wysłała Jemu formularz jeszcze z tamtego bloga. Na rozpoczęcie to wszystko.
SERDECZNIE ZAPRASZAMY!

ADMINISTRACJA
Gustave | subercaseux | administrator główny

Corrin | Pamiętnik Galopu | administrator

Inés | referee | administrator

Yaenn | velie | administrator