środa, 31 grudnia 2014

Od Corrin C.D Gustave'a

Wadera stąpała ostrożnie po chłodnej ziemi. Zima dopiero co ustąpiła, ale ziemia najwidoczniej nie tęskniła za śniegiem i zawiejami. Co prawda w niektórych miejscach nie widać było jeszcze cudnej zielonej trawy, ale Corrin nie przejmowała się tym w najmniejszym choćby stopniu. Radował ją każdy milimetr ziemi pod jej łapami, a doznania które temu towarzyszyły napawały ją dumą. Należała teraz do społeczności i czuła się odpowiedzialna swym obowiązkom, które wraz z dołączeniem do Calme Loup przyjęła. Oddychała głęboko, jakby jej płucom brak było tlenu. Choć powietrze nadal było chłodne, to i tak nie raziło strasznie, było wręcz przyjemne. Corrin bardzo lubiła powolne przechadzki, szczególnie ranem. O tej porze dnia wiele osób jeszcze spało i miała mniejszą szansę na to, by spotkać jakieś istnienia. Niestety dzisiejszego dnia przeliczyła się ze swoją zasadą. Na horyzoncie zamajaczył jej wielki i potężny basior. Rozpoznała w nim przywódcę. Tak, nadawał się na niego bezsprzecznie. Wydawało się, że mógłby obronić całą watahę mając do dyspozycji wyłącznie patyk. Dobrze mieć takiego przywódcę, bo wtedy lud czuje się bezpieczny. Ona jednak wolała trzymać się jak na razie na baczności. Już chciała z gracją zawrócić, lub schować się gdzieś w krzakach, ale ją zauważył. Już sunął powoli po brunatnej ziemi, a ona stanęła jak wryta. Nagle poczuła do niego respekt, który aż samą ją zdziwił. Gustave przywitał się z nadmierną wręcz grzecznością, przypisaną sobie do pyska.
- Cóż, tak. Poranki są do tego idealne.- nie wiedziała czemu, lecz jej głos ochrypł bardzo. Spróbowała odchrząknąć dyskretnie, odwracając głowę, ale ten zaczął kreślić mniej określone kształty w ziemi, co przyciągnęło jej wzrok. Wydawał się o dziwo dość spięty, co dało Corrin powód do powstrzymania parsknięcia śmiechem. Opanowała się jednak prędko, czekając na odpowiedź basiora.
- Jak się Panience podoba w Calme Loup?- zapytał z dziwną nutą niecierpliwości w głosie. Westchnęła ciężko i spojrzała na rosnące niedaleko krokusy. Ujęły ją swoim pięknym, fioletowym kolorem. Wzięła jeszcze jeden wdech, po czym odpowiedziała:
- Jest, jest po prostu cudownie.- odpowiedziała, a jej ton wydawał się wręcz nieobecny. W kącikach pyska basiora zakwitł na chwilę blady uśmiech, który znikł tak szybko, jak się pojawił. Jednak pilnym oczom wadery ten widok nie uszedł uwadze. Zadowoliło ją to dość, bo mogła mniemać, iż liczy się z jej zdaniem.
- Miałabym jeszcze do Ciebie jedną prośbę...- szepnęła prawie, patrząc tym razem prosto w oczy Gustave'a. Nie wytrzymała jednak jego głębokiego spojrzenia na długo i odwróciła wzrok z dziwnym uczuciem w środku. Zazwyczaj się tak łatwo nie dawała spojrzeniom innych.
- Słucham więc.- odpowiedział, jakby ponaglając ją do wyjaśnień. Tym razem to ona zaczęła nerwowo grzebać pazurem w ziemi, nie wiedząc jak zebrać słowa. W końcu przybrała sobie za punkt wzroku nos basiora, który rozchylał się podczas nabierania powietrza.
- Nie nazywaj mnie "Panienką". To mnie zawstydza...- drugie zdanie wypowiedziała wręcz niedosłyszalnie, czując, że się rumieni. A akurat taka reakcja występowała u niej bardzo rzadko. Ale w końcu, to Alpha. Jego powinna się choć trochę wstydzić, jak nakazywała etykieta.

                                                     <Gustave?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz