Niby zapowiadało się na nic nie znaczącą, szybką rozmowę z obcym mi basiorem, a jednak skończyło się na ciekawym i rzeczywistym oprowadzaniu po terenach Calme Loup. Przypomniałam sobie dzięki temu te pierwsze dni tutaj. Przypomniałam sobie ten towarzyszący mi smutek, ten ból. Tą świadomość, że nie masz już dla kogo istnieć, że jesteś nikim.
Teraz jednak moje życie stało się inne, co prawda nadal
wydawało mi się, iż nie mam tu przyjaciół, czy nawet kolegów, ale mogę
powiedzieć, że mam rodzinę. Watahę, która zawsze wspomoże w trudnych chwilach,
doradzi, naprowadzi na właściwą drogę.
Wracając myślami do oprowadzania przypomniałam sobie, że nie
jestem tu sama i że mam ‘misje’ do spełnienia. W końcu słowo się rzekło.
Ruszyłam tam, gdzie tylko pomyślałam,że znajdę coś
ciekawego, pięknego, zaskakującego. Opowiadając o tych miejscach ponownie
przypominałam sobie te dni, kiedy to ja je poznawałam, kiedy ja jednak byłam
zdana sama na siebie. Mówiąc o historii co niektórych miejsc zdałam sobie
sprawę, że nigdy poważnie o nich nie myślałam… a powinnam, ponieważ to co o nich
mówiłam, mi samej dało dużo do zrozumienia.
Zanim zdążyłam przedstawić basiorowi chociaż połowy terenów
Calme Loup, niebo zrobiło się szare a po chwili padać zaczął deszcz. Duże,
zimne krople spadające z nieba nie były spełnieniem marzeń, aczkolwiek były
nawet całkiem ciekawą zmianą kierunku wydarzeń. W końcu ile można patrzeć na
słońce. W dawniejszych dniach padał on tylko w nocy, ewentualnie wcześnie rano…
Moje przemyślenia na temat sączącej się z nieba wody
przerwał nagły jej brak na moim grzbiecie. Obejrzałam się i zobaczyłam jak
basior zasłania moje ciało jednym z pary wielkich, czarnych jak on sam
skrzydeł. Lekko zarumieniona rozejrzałam się na około, aby rozpoznać gdzie
jesteśmy w tym momencie. Na całe szczęście znajdowaliśmy się zaledwie
kilkadziesiąt metrów od mojej jaskini.
- Yhh… nie trzeba. – zaczęłam cicho. – Nieopodal znajduje
się moja jaskinia. Mogę zaproponować pobyt na czas deszczu?
<Jeff?>