Kiedy się obudził, nie był już w zimnej, głębokiej wodzie a płytkim strumieniu. To zupełnie inne miejsce, niż to, w którym się znajdował wcześniej. Tym razem drzewa nie były chude, młode i ciemne, tylko ogromne, tak grube, że pięć minut by musiał obiegać jedno, wysokie pięły się aż do słońca. Powoli wstał, otrzepując się i nagle... kich! I jeszcze raz! I jeszcze! Skichał się niewiarygodnie. Widocznie kiedy pływał w tej wodzie przeziębił się. Naprawdę źle się czuł, wszystko go bolało, było mu przeraźliwie zimno i ciągle kichał. Nie wyglądało to dobrze, nie ma co. W dodatku bardzo burczało mu w brzuchu, który domagał się choćby najmniejszej porcji jedzenia. Powoli szedł wzdłuż strumienia, ciągle wypatrując jak by tu się wspiąć na ten wielki, stworzony przez naturę most, który biegł nad jego głową. Nagle zobaczył na nim wielkiego jelenia, który powoli szedł sobie po nim. W wilczka wstąpiła nadzieja, że być może jedna osoba tutaj będzie mu przyjazna.
- Prze pana! - krzyknęło wilczysko, jednak jeleń nie odpowiedział. Jedynie zatrzymał się i spojrzał w dół, ale zaraz ruszył dalej. - Prze pana! Proszę poczekać! - krzyczał rozpaczliwie. Nagle znalazł wejście na pomost i od razu na nie wskoczył, pędząc za jeleniem. Ten nadal nie odpowiadał, ale Sad poczuł się w jego pobliżu bezpiecznie. Te wielkie kopyta wydawały się w stanie go obronić, tak samo jak poroże. Czy ktokolwiek zaatakuje szczenie w obecności takiego towarzysza?
- Gdzie pan idzie? - spytał zaciekawiony, już u jego boku. Jeleń tylko spojrzał na niego i dalej prowadził w nieznaną stronę. - B-bo ja się zgubiłem.
Cisza. W końcu Sad spuścił głowę i w milczeniu szedł przy jeleniu. Było mu milej w obecności kogoś tak dumnego i majestatycznego. Trudno stwierdzić, ile tak szli. Być może godzinę a być może dzień. W tym lesie nie było widać upływających pór dnia, gałęzie zasłaniały słońce i niebo. Tak więc wilczek obserwował jedynie ptaki latające nad jego pięknym porożem. Po jakimś czasie, wyszli z lasu. Jeleń zatrzymał się na krańcu, pokiwał łbem i zawrócił. Sad przypatrywał mu się zszokowany.
- Mam iść sam? - zdziwił się Sad, ale po chwili pokiwał głową - Dziękuję! - krzyknął jeszcze do jelenia. Przebrnął przez jakąś dziwną łąkę i wkroczył na inny, również zalesiony teren. Tym razem drzewa były normalnej wielkości, a sam wydawał się przyjaznym miejscem. Tak więc szczenie podążało lasem, ale znów musiały przerwać mu kroki. Schował się szybko w jakiejś norze, jednak niepewny czy przypadkiem nie został zauważony.
(Ktoś?)