Położyła się wygodnie, wyciągnęła łapy przed siebie i umiejscowiła na nich łeb, skrywając go przed bacznym wzrokiem Nathana. Zawsze kiedy wspominała jej ślepia tliły się żalem, wspomnieniami i bólem z dawnych lat, a nie lubiła rozklejać się przy innych. Samotność wydawała się do tego odpowiedniejsza.
Przewróciła się na plecy, podkurczając przednie kończyny i utkwiła dwa czekoladowe oczęta na jakimś maleńkim listku, łagodnie kołyszącym się na wietrze. Spojrzała ukradkiem na basiora, lecz zorientowała się, że wciąż jest obserwowana.
- Wcale nie było tak źle jak się wydaje czy wygląda - powiedziała cicho, lecz jakby ze śmiechem w głosie. - Kiedy jeszcze byłam szczeniakiem całe dnie spędzałam w jaskini. Matka zawsze mówiła, że mam w sobie coś z pająka albo małpy, choć nie jestem z nimi w żadnym stopniu spokrewniona. Wchodziłam dosłownie wszędzie gdzie się dało, zwiedziłam praktycznie każdy zakamarek groty. Wtedy odnalazłam w wyższych partiach leża szczelinę, dzięki której mogłam obserwować świat zewnętrzny.
Ponownie zmieniwszy pozycję na boczną, skierowała się ku wilkowi.
- Było to ogromną zagadką. Wierzyłam, że poza skałami kryje się lepszy świat, ale… zmieniłam zdanie po ukończeniu roku. Wciąż uważam wstąpienie do szeregów Calme Loup za drugi najlepszy wybór w moim życiu. Pierwszym było poproszenie Pharis o pomoc.
Teraz podniosła się, przysiadła na puchatym ogonie i spojrzała Nate’owi głęboko w oczy.
- Jeśli masz jakiekolwiek pytania śmiało pytaj, nie mam już chyba nic do ukrycia - westchnęła, unosząc kąciki pyska. - A jak to było z tobą, jeśli można spytać?
<Nathan? Drobny brak weny>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz