poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Ally C.D. Austina

Nic nie mówiłam. Nic nie robiłam. O niczym nie myślałam; tylko o jednym – o nim. Patrzyłam w jego oczy, widziałam w nich coś niesamowitego; coś czego jeszcze nie widziałam. Jedyne czego teraz pragnęłam, to wtulić się w jego blond futro. Tylko czemu to było takie trudne. Austin wpatrzony we mnie, oczekiwał odpowiedzi, że cokolwiek powiem. A ja? Stałam jak słup. Nie potrafiłam nic z siebie wydusić. Nie miałam pojęcia co powinnam powiedzieć, co powinnam zrobić. Nie wiedziałam co w ogóle czuje. Tak bardzo mi na nim zależy, więc czemu jest mi tak trudno mu wybaczyć?
Spuściłam wzrok. Byle tylko nie napotkać jego spojrzenia. Oddychałam coraz ciężej. Przełknęłam ślinę. Uciekać? Skłamać? Powiedzieć prawdę? Otworzyłam pysk chcąc coś powiedzieć, lecz szybko zrezygnowałam… Popatrzyłam na niego, a po pyszczku spłynęła mi łza.
- Ally… - wyszeptał chcą ją otrzeć, lecz odtrąciłam jego łapę.
Spuściłam ponownie wzrok. Napięłam mięśnie, gotowa stchórzyć i uciec. Wysunęłam jedną z łap. Chciałam już się obrócić i dać nogę, lecz złapał mnie za łapę tym samym zatrzymując mnie. Spojrzałam na niego przelotnie po czym wyrwałam się z jego uścisku. Uciekłam. Zachowałam się jak ostatni tchórz. Biegłam na ile było mnie stać. Tym razem nie zatrzymałam się. Parę metrów przed jaskinią delikatnie zwolniłam tempa. Zdyszana siedziałam w bezruchu. Byłam… Wściekła! Nic nie potrafiłam zrobić! Nic nie potrafiłam mu powiedzieć! Jedynie nakrzyczeć na niego, a potem stchórzyć! Czemu… CZEMU?! Wyjęłam miecz z pochwy. Był srebrny, z perłowo-złotą rękojeścią. Na jego ostrzu, wykute były dwa węże wijące się wokół siebie. Spojrzałam na niego. Zacisnęłam go w uścisku. Chciałam dać upust swojej złości. Miałam ochotę rozwalić wszystko co znajdowało się w zasięgu kilku metrów. Już zamachnęłam się by zadać pierwszy cios, gdy usłyszałam czyjś stukot pazurów o kamień. Schowałam się w progu jaskini tuż obok wejścia. W kryjówce nie było nic widać, prócz moich ognistych ślepi. Gotowa do ataku czekałam na ofiarę. Zamarła cisza. Delikatny stukot się nasilał, aż w końcu zauważyłam wilczy cień. W mgnieniu oka ujawniłam się z ukrycia i rzuciłam na osobnika. Niestety był najwyraźniej gotów na mój atak, bo w chwili mojego naskoku odrzucił mnie tylnymi łapami. Miecz wypadł mnie z pyska, i poleciał w głąb jaskini, a ja zostałam unieruchomiona prze wilka. Zaczęłam się szarpać i wiercić, by tylko się uwolnić. W końcu się poddałam przekonana, że nie mam szans. Spojrzałam na niego.
- Austin… - pomyślałam
Gdy basior zszedł ze mnie tym samym mnie uwalniając; odeszłam parę kroków i usiadłam. Spuściłam łeb i podkuliłam ogon. Podszedł do mnie. Zniżył się i popatrzył do góry - prosto w moje oczy, a nasze noski delikatnie się zetknęły. Uśmiechnęłam się delikatnie czerwieniąc, a basior jak zwykle odpowiedział swoim lekko głupkowatym uśmieszkiem.
- Tęskniłam. - wyszeptałam cichutko.

Austin?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz