Spuściłam wzrok. Byle tylko nie napotkać jego spojrzenia. Oddychałam coraz ciężej. Przełknęłam ślinę. Uciekać? Skłamać? Powiedzieć prawdę? Otworzyłam pysk chcąc coś powiedzieć, lecz szybko zrezygnowałam… Popatrzyłam na niego, a po pyszczku spłynęła mi łza.
- Ally… - wyszeptał chcą ją otrzeć, lecz odtrąciłam jego łapę.
Spuściłam ponownie wzrok. Napięłam mięśnie, gotowa stchórzyć i uciec. Wysunęłam jedną z łap. Chciałam już się obrócić i dać nogę, lecz złapał mnie za łapę tym samym zatrzymując mnie. Spojrzałam na niego przelotnie po czym wyrwałam się z jego uścisku. Uciekłam. Zachowałam się jak ostatni tchórz. Biegłam na ile było mnie stać. Tym razem nie zatrzymałam się. Parę metrów przed jaskinią delikatnie zwolniłam tempa. Zdyszana siedziałam w bezruchu. Byłam… Wściekła! Nic nie potrafiłam zrobić! Nic nie potrafiłam mu powiedzieć! Jedynie nakrzyczeć na niego, a potem stchórzyć! Czemu… CZEMU?! Wyjęłam miecz z pochwy. Był srebrny, z perłowo-złotą rękojeścią. Na jego ostrzu, wykute były dwa węże wijące się wokół siebie. Spojrzałam na niego. Zacisnęłam go w uścisku. Chciałam dać upust swojej złości. Miałam ochotę rozwalić wszystko co znajdowało się w zasięgu kilku metrów. Już zamachnęłam się by zadać pierwszy cios, gdy usłyszałam czyjś stukot pazurów o kamień. Schowałam się w progu jaskini tuż obok wejścia. W kryjówce nie było nic widać, prócz moich ognistych ślepi. Gotowa do ataku czekałam na ofiarę. Zamarła cisza. Delikatny stukot się nasilał, aż w końcu zauważyłam wilczy cień. W mgnieniu oka ujawniłam się z ukrycia i rzuciłam na osobnika. Niestety był najwyraźniej gotów na mój atak, bo w chwili mojego naskoku odrzucił mnie tylnymi łapami. Miecz wypadł mnie z pyska, i poleciał w głąb jaskini, a ja zostałam unieruchomiona prze wilka. Zaczęłam się szarpać i wiercić, by tylko się uwolnić. W końcu się poddałam przekonana, że nie mam szans. Spojrzałam na niego.
- Austin… - pomyślałam
Gdy basior zszedł ze mnie tym samym mnie uwalniając; odeszłam parę kroków i usiadłam. Spuściłam łeb i podkuliłam ogon. Podszedł do mnie. Zniżył się i popatrzył do góry - prosto w moje oczy, a nasze noski delikatnie się zetknęły. Uśmiechnęłam się delikatnie czerwieniąc, a basior jak zwykle odpowiedział swoim lekko głupkowatym uśmieszkiem.
- Tęskniłam. - wyszeptałam cichutko.
Austin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz