sobota, 10 stycznia 2015

Od Ally

Zeszłego dnia dołączyłam do Calme Loup. Nie znam tu nikogo, ale … może to i lepiej. Chce w końcu oderwać się od przeszłości i wspomnień, i zacząć żyć na nowo. Nadal nie opuściło mnie zamiłowanie do muzyki, i kto wie – może to tutaj przezwyciężę swój strach. Decyzja o dołączeniu tutaj może się okazać moim najlepszym wyborem.
~~~
Pogoda była dziś przyjemna. Słońce wyłaniało się zza horyzontu, by zaczął się nowy dzień. Ally już nie spała, leżała z głową na łapach wpatrując się w tereny oraz zieleń widniejącą przez wejście jaskini. Promienie były coraz silniejsze, aż w końcu nie wytrzymała i poderwała się z miejsca. Włożyła swój zeszyt do torby; nałożyła słuchawki na uszy i skierowała sie ku wyjściu jaskini. Na dworze było ciepło, lecz jednak była wczesna wiosna i czuło sie chłód, oraz gdzieniegdzie nadal osiadał śnieg. Wadera wystawiła łeb, zza progu jaskini. Nikogo nie było, jedynie dało się usłyszeć stłumione przez wiatr dźwięki oddalonych wilków i ich rozmów. Po chwili przekroczyła próg jaskini . Za swój cel obrała tak zwany Zakątek Ciszy. Usłyszała o tym miejscu w wczorajszej rozmowie jakiś wilków, i postanowiła je odwiedzić. Minęło parę godzin zanim udało się jej tam dotrzeć . Usadowiła się na jednym z kamieni, wyciągnęła z torby swój zeszyt. Podniosła na chwilę głowę, kierując wzrok w kierunku wodospadu; odetchnęła ciężko i głęboko. Zamknęła na chwile oczy, na jej pyszczku przelotnie pojawił się zarys uśmiechu. Otworzyła oczy po czym ponownie opuściła głowię w stronę notesu; zaczęła go kartkować aż w końcu znalazła właściwą stronę. Na niej znajdował się niedokończony tekst piosenki. Odłożyła słuchawki by nie przeszkadzały jej, po czym spoglądając na tekst zaczęła pod nosem ją śpiewać, gdy nagle na tle notesu zauważyła cień czyjejś łapy. Błyskawicznie zamknęła zeszyt i poderwała się. Na jej nieszczęście osobnik w tym czasie się zniżył ku jej stronie. Zderzyli się. Ally opadła z powrotem do poprzedniej pozycji, a wilk upadł do tyłu. Wadera wykorzystała chwilę i czym prędzej zabrała swoje rzeczy i biegiem skierowała się w stronę lasu. Po paru dziesięciu metrach przystanęła i usiadła, pewna iż tajemniczy osobnik został na miejscu zderzenia, nie próbując jej gonić; lecz nie było to nic innego jak bardzo mylna opinia. Nagle poczuła czyjąś łapę na swoim grzbiecie. Bez zastanowienie odwróciła się. Oczy jej zabłysły i stanęła jak wryta.
- Ten sam krzywy uśmieszek... - pomyślała oszołomiona
Po chwili i on zniknął z pyska basiora. Ocknęła się, lecz wciąż nie wierzyła swoim oczom. Zamrugała, po czym poprawiła swoją grzywkę. Popatrzyłam w jego oczy, gdy jego kącik uniósł się delikatnie. Spuściłam wzrok, po czym się odwróciłam.

<Austin?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz