~~~
Pogoda była dziś przyjemna. Słońce wyłaniało się zza horyzontu, by
zaczął się nowy dzień. Ally już nie spała, leżała z głową na łapach
wpatrując się w tereny oraz zieleń widniejącą przez wejście jaskini.
Promienie były coraz silniejsze, aż w końcu nie wytrzymała i poderwała
się z miejsca. Włożyła swój zeszyt do torby; nałożyła słuchawki na uszy i
skierowała sie ku wyjściu jaskini. Na dworze było ciepło, lecz jednak
była wczesna wiosna i czuło sie chłód, oraz gdzieniegdzie nadal osiadał
śnieg. Wadera wystawiła łeb, zza progu jaskini. Nikogo nie było, jedynie
dało się usłyszeć stłumione przez wiatr dźwięki oddalonych wilków i ich
rozmów. Po chwili przekroczyła próg jaskini . Za swój cel obrała tak
zwany Zakątek Ciszy. Usłyszała o tym miejscu w wczorajszej rozmowie
jakiś wilków, i postanowiła je odwiedzić. Minęło parę godzin zanim udało
się jej tam dotrzeć . Usadowiła się na jednym z kamieni, wyciągnęła z
torby swój zeszyt. Podniosła na chwilę głowę, kierując wzrok w kierunku
wodospadu; odetchnęła ciężko i głęboko. Zamknęła na chwile oczy, na jej
pyszczku przelotnie pojawił się zarys uśmiechu. Otworzyła oczy po czym
ponownie opuściła głowię w stronę notesu; zaczęła go kartkować aż w
końcu znalazła właściwą stronę. Na niej znajdował się niedokończony
tekst piosenki. Odłożyła słuchawki by nie przeszkadzały jej, po czym
spoglądając na tekst zaczęła pod nosem ją śpiewać, gdy nagle na tle
notesu zauważyła cień czyjejś łapy. Błyskawicznie zamknęła zeszyt i
poderwała się. Na jej nieszczęście osobnik w tym czasie się zniżył ku
jej stronie. Zderzyli się. Ally opadła z powrotem do poprzedniej
pozycji, a wilk upadł do tyłu. Wadera wykorzystała chwilę i czym prędzej
zabrała swoje rzeczy i biegiem skierowała się w stronę lasu. Po paru
dziesięciu metrach przystanęła i usiadła, pewna iż tajemniczy osobnik
został na miejscu zderzenia, nie próbując jej gonić; lecz nie było to
nic innego jak bardzo mylna opinia. Nagle poczuła czyjąś łapę na swoim
grzbiecie. Bez zastanowienie odwróciła się. Oczy jej zabłysły i stanęła
jak wryta.- Ten sam krzywy uśmieszek... - pomyślała oszołomiona
Po chwili i on zniknął z pyska basiora. Ocknęła się, lecz wciąż nie wierzyła swoim oczom. Zamrugała, po czym poprawiła swoją grzywkę. Popatrzyłam w jego oczy, gdy jego kącik uniósł się delikatnie. Spuściłam wzrok, po czym się odwróciłam.
<Austin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz