Kiedy wreszcie przed nami pojawiło się całkiem pokaźne
stadko jeleni, oczywiste zdawało mi się, że nie będę pragnęła pójść na łatwiznę
i zapolować na jakieś chore chucherko, a raczej coś bardziej dorodnego. Od razu w
oczy rzucił mi się umięśniony, wielki rogacz, przywódca ów stada jak mniemam.
W końcu, po chwili bezruchu i ciszy, ze strony basiora padło
szybkie pytanie dotyczące zdobyczy. Wybór trafił na mnie. Bez chwili zwątpienia
jednocześnie prawą, przednią łapą oraz czubkiem nosa wskazałam na wcześniej
upatrzonego jelenia.
- Ten. – rzekłam krótko, lecz treściwie. Na twarzy Ed’a
pojawił się dziwny wyraz twarzy, przypominający z lekka zdziwienie. Musiało to
być dla niego totalne zaskoczenie. W końcu z jakiegoś powodu z jego pyska
zszedł ten ciągle niezmieniający się uśmiech. – Co? Strach cie obleciał? – na mojej
twarzy pojawił się pierwszy do tej pory, ironiczny uśmiech, co zaowocowało
nagłą poprawą humoru u basiora.
<Ed? wybacz, za długość :c>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz