wtorek, 6 stycznia 2015

Od Inés CD. Raven

Nie rozumiałam czemu wadera chciała ukryć przed mną łzy. Dla mnie płacz nie było oznaką niemocy czy uległości, a raczej zwykłym odruchem, który zdarza się każdemu, bez względu na to czy jest on silnym basiorem, czy kruchą, delikatną waderą. Zdarzało mi się to tak wiele razy, że dla mnie była to już codzienna, zupełnie nic nie znacząca reakcja.
Przedstawiła się jako Raven – zwykła magiczka z Calme Loup, z wydziału medycznego… wszystko było jasne. Pomimo iż magiczka, to miałam prawo jej nie znać. Pomimo dyskomfortu ów rozmowy, nie mogłam przejść obok wadery i pójść własną drogą, tak po prostu jej nie pomóc. Należenie do ogromnej społeczności jaką jest wataha do czegoś obowiązuje, chociażby do tego, aby pomagać innym z szeregów naszej watahy. 
- Chodź za mną. – uśmiechnęłam się lekko. Wadera skinęła głową i powoli, nieco się chwiejąc wstała. Postanowiłam poprowadzić ją do mojej jaskini, aby się rozgrzała i najadła, następnie zabrać ją do centrum watahy. Stamtąd powinna już nać drogę do domu…
***
Droga była krótka, jednak aż męcząco cicha. Wadera była zadziwiająca. Wyglądało na to, że ani trochę mi nie ufała, jednak zgodziła się pójść za mną, nie wiedząc nawet gdzie. Cóż… wolałam nie zwracać na to większej uwagi i zrobić to, co do mnie należy.
Wkraczając do mej jaskinia kątem oka zauważyłam, iż wadera lekko się wąchała i nadal wyglądała na nieufną i wystraszoną.
- Oto moja dziupla. Ciasna, ale własna. Rozgość się. – mruknęłam z nutką obojętności, jednak z uśmiechem wyrysowanym na ustach.

<Raven?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz