Przedstawiła się jako Raven – zwykła magiczka z Calme Loup,
z wydziału medycznego… wszystko było jasne. Pomimo iż magiczka, to miałam prawo
jej nie znać. Pomimo dyskomfortu ów rozmowy, nie mogłam przejść obok wadery i
pójść własną drogą, tak po prostu jej nie pomóc. Należenie do ogromnej
społeczności jaką jest wataha do czegoś obowiązuje, chociażby do tego, aby
pomagać innym z szeregów naszej watahy.
- Chodź za mną. – uśmiechnęłam się lekko. Wadera skinęła
głową i powoli, nieco się chwiejąc wstała. Postanowiłam poprowadzić ją do mojej
jaskini, aby się rozgrzała i najadła, następnie zabrać ją do centrum watahy. Stamtąd powinna już nać drogę do domu…
***
Droga była krótka, jednak aż męcząco cicha. Wadera była
zadziwiająca. Wyglądało na to, że ani trochę mi nie ufała, jednak zgodziła się
pójść za mną, nie wiedząc nawet gdzie. Cóż… wolałam nie zwracać na to większej
uwagi i zrobić to, co do mnie należy.
Wkraczając do mej jaskinia kątem oka zauważyłam, iż wadera
lekko się wąchała i nadal wyglądała na nieufną i wystraszoną.
- Oto moja dziupla. Ciasna, ale własna. Rozgość się. –
mruknęłam z nutką obojętności, jednak z uśmiechem wyrysowanym na ustach.
<Raven?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz