- Co chciałaby teraz Pani zobaczyć? Atrakcji bowiem jest na tyle, iż zająć mogę Pani cały dzień. Miłą odmianą było jednak określenie miejsca, do którego chciałaby Pani się udać. Las, zbiornik wodny, może góry?
Po krótkim zastanowieniu odpowiedziałam szybko, bez przeciągania, iż najchętniej zwiedzę góry. Zdecydowanie było to miejsce, które najbardziej chciałam zobaczyć, a przynajmniej z tych wymienionych. W końcu nie miałam pojęcia jak rozległe są tereny watahy i jak się one nazywają. Basior szedł rytmicznie kilka metrów przede mną. Przyglądałam mu się uważnie. Jego futrze, łapom, ogonowi. Wszystko co mogłam dostrzec starałam się zapamiętać i analizować. W sumie był całkiem przystojny, aczkolwiek nie w moim typie. Postanowiłam go dogonić, więc przyspieszyłam kroku. Chwilę później szliśmy już obok siebie i jak wcześniej, za bardzo nie zbierało się nam na prowadzenie dialogów, dopóki nie wyrwało mi się dziecinne pytanie:
- Przepraszam, że tak cały czas zawracam głowę, ale... Daleko jeszcze do tych gór?
Gustave zatrzymał się gwałtownie, a jego pysk nabrał dziwnego wyrazu. Niby przestraszony, a trochę zadowolony.
- Spokojnie proszę Pani, dojdziemy. - i ruszył. - Zaraz będą. - dodał.
Co mogłam zrobić? Zdziwiona pobiegłam za nim, gdyż stałam w miejscu około minutę nie dowierzając, że gdzieś nieopodal mogą być góry. Z pewnością bym je dostrzegła, a dookoła były tylko drzewa i polany. W oddali słyszałam jeszcze cichy szum wodospadu, który ucichł gdy dobiegłam do Alfy. Kilka metrów przed nami las się kończył i zaczynała małej wielkości łąka. Nie wiem jak to możliwe, ale gdy minęliśmy drzewa nagle zza nich wyłoniły się olbrzymie góry obok których wił się strumyk z turkusową wodą, a do tego toczony mokradłami. Na widok tego zjawiska rozwarłam paszczę.
- Niemożliwe. - szepnęłam.
- Dziwne, co? - usłyszałam nowy, nieznajomy głos. Był trochę roześmiany, jakby właśnie opowiedział komuś dobry dowcip.
Obejrzałam się dookoła, lecz nikogo nie zobaczyłam. Zmrużyłam oczy. Gustave ponownie poszedł się napić, a i ja poczułam suchość na języku, także podeszłam do rzeki i schyliłam się by zaczerpnąć wody. Po ugaszeniu pragnienia Gus poszedł w swoją stronę, ja tymczasem zostałam przy górach. Podziwiałam je i zachwycałam się nimi długo. Wdychałam świeże powietrze jak gdybym po raz pierwszy czerpała tchu. Była piękna pogoda, wręcz idealna na spacer. Podniósłszy się z trawy zostałam zaskoczona obecnością wilka, dokładniej kolejnego basiora. Zmierzyłam go wzrokiem, chichotał pod nosem.
- Wystraszyłam się ciebie. - warknęłam.
- Nie jesteś pierwsza. - uśmiechnął się szeroko.
- Nie wątpię. - pokręciłam oczami i zaczęłam odchodzić.
- Hej! - zawołał.
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, a jednak zatrzymałam się i obejrzałam za siebie, ale jego tam nie było. Odwróciwszy łeb w linię prostą ponownie mnie zaskoczył, pomimo tego, że się go spodziewałam. Uśmiechnęłam się kąśliwie.
- Chyba nie chcesz tak zacząć znajomości? - zapytał.
- Najlepiej jak nie będę zawierać żadnych. - odparłam.
Mimowolnie popatrzyłam w jego oczy. Były... Nie tyle co niesamowite, po prostu... Hipnotyzujące? Gdyby były wilkiem, z pewnością bym się w nim zakochała.
- Dobrze... Więc, czego chcesz? - zapytałam łagodnie. - Ach, moje imię to Grime.
- Noah, miło mi. - ukłonił się. - Właściwie niczego konkretnego, może towarzystwa?
Staliśmy od tak przed rzeką i wpatrywaliśmy się w siebie, w głowie miałam mętlik, ciekawy ten Noah. Można by go nazwać wilkiem zagadką. Przypominał mi Navine. Znikał i się pojawiał, zupełnie nieoczekiwanie.
CDN. Noah, co było później?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz