Wyglądało na to, że malec był chory, a w tym wypadku ktoś powinien się nim zająć, i tym kimś zdecydowałem się być ja.
Z głębi nory wilczek odpowiedział cicho na moje słowa.
- Jestem Sad. - po czym ponownie wyjrzał z nory, posyłając mi niepewne i trochę przestraszone spojrzenie przygaśniętych od gorączki oczu. Przyciskał się do ziemi, jakby od tego zależało jego życie. Pewnie. Gdyby to był na przykład Shogain, o którym opowiedziała mi Rav, malec pewnie miałby się czego obawiać.
Z mojej strony nic mu jednak nie groziło. Nie umiałbym nawet porządnie skrzyczeć dziecka...
- Przysięgam, że nie zrobię ci żadnej krzywdy. - obiecałem, mając nadzieję na tyle zdobyć zaufanie Sada, żeby pozwolił sobie pomóc.
Chyba poskutkowało, bo leciutko się rozluźnił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz