- Yhh.. nie trzeba. Nieopodal znajduje się moja jaskinia. Mogę zaproponować pobyt na czas deszczu?
- Czemu nie.. – odpowiedziałem, wpatrując się w krople spływające po źdźbłach trawy. – Masz jakieś konkretne plany co do mojej obecności u Ciebie? – dodałem półżartem, zerkając na nią zadziornie.
- Huh, oczywiście, że nie! – krzyknęła oburzona, po czym odwróciła się, aby zakryć czerwień, która oblała jej, jak dotąd biały, pyszczek.
Starałem się nie zaśmiać, lecz było to silniejsze ode mnie.
- Żar-żartowałem! – wydusiłem z siebie przez śmiech. – Nie śmiałbym tak na poważnie. – powiedziałem już bardziej opanowanym tonem, jednak nie miałem co liczyć na odpowiedź, lub choćby popatrzenie w moją stronę.
"Nie spotkałem jeszcze tak nieśmiałej istoty!" – przeszło mi przez myśl. Wędrowaliśmy w ciszy niecałe pięć minut, po czym wreszcie się odezwała.
- Jesteśmy na miejscu. – rzekła chłodno.
- Więc, na pewno chcesz, żebym wszedł? – zapytałem pokornie, nie chcąc znowu rozdrażnić wadery.
- Jasne, skoro już Cię zaprosiłam.. - zabrzmiało to lekko ironicznie.
- Oj daj spokój, królewno - "Co ja właściwie powiedziałem?" Spojrzała na mnie spode łba – dobrze, już się zamykam.
<Inés? Przepraszam, że tak długo nie pisałam ;_;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz