- Hej. Nie bój się... - powiedział łagodny głos, dodający otuchy, jednak szczenie nie uwierzyło w to. Nie ufało żadnemu wilku, nauczony doświadczeniem, że niektóre to naprawdę podstępne zwierzęta. A może lisy? Nie ważne, ważne, że słowa były takie same i gdy wyszedł i zaczął rozmawiać, ledwie umknął lśniącym zębom. Teraz nie zamierzał popełnić tego błędu, tak więc siedział cicho, jakby chciał przekonać tego dziwnego przybysza, że mu się przewidziało a w tej dziurze nie ma żadnego stworzenia. W końcu jednak ciekawość przezwyciężyła, a po kilku minutach wyłonił się biały pyszczek. Słońce oświetliło większość łba, odbijając się od wielkich, przerażonych, brązowych ślepi. Uszy ulegle przylegały do ciała, które leżało na podłożu. Ukazywał swą uległość, jakby krzyczał "nie krzywdź mnie!".
- Jestem Noah. - Znów rozbrzmiał ten miły głos, który wzbudził szczątkowe zaufanie u Sad'a. I nagle znów się skichał, dość mocno. Nie dość, sam się tego przeraził i ponownie zniknął w mroku, wycofując się. Biedak naprawdę był chory i wyglądał mizernie, choć był to pierwszy dzień choroby. Ospały, słaby, miał ciepły, suchy nos który oznaczał wysoką gorączkę oraz mało wyraziste oczy.
- Jestem Sad - wyszeptał drżącym głosem, by zaraz ponownie się lekko, niepewnie wychylić, ciągle mając pysk jak najbliżej ziemi. Nie chciał, by Noah źle odebrał jego zachowanie! Pewnie, że ten wilk nie uzna małego Sad'a za zagrożenie, ale może uznać, że kiedy wilczysko podrośnie będzie konkurencją, a teraz łatwiej się go pozbyć niż za takie dwa lata. O ile tyle dożyje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz