sobota, 24 stycznia 2015

Od Noaha C.D. Sada

Trucht, przystanek, trucht, przystanek... Uszy ustawione wysoko do góry, w oczekiwaniu na jakikolwiek dźwięk zwiastujący obecność zwierzyny. Nos węszący nisko przy ziemi, szukający zapachów możliwego obiadu, wąsy wyczulone na najmniejsze drgnienia powietrza.
Każde polowanie było dla mnie swoistym treningiem.
Nagle wyczułem zmianę. Chwilę później na ziemi zobaczyłem świeżo odciśniętą jelenią racicę. Podążyłem za tropem, który dawał jasno do zrozumienia że nie był to jeden osobnik, ale całe stado.
Dostrzegłem ruch. Był jednak zbyt szybki, żeby był to jeleń. Dopiero po chwili zorientowałem się też, że nie był to żaden gryzoń ani ptak, tylko wilk. Białe szczenię.
Zdziwiony ruszyłem w kierunku, w którym czmychnął szczeniak. Nie pamiętam, żeby którakolwiek z wader zaszła w ciążę, więc raczej nie należało do watahy.
Położyłem się przed drzewem, pod którym była niewielka nora.
- Hej. Nie bój się... - powiedziałem z łagodnym uśmiechem, bojąc się że spłoszę szczenię. Lubiłem zajmować się dziećmi, a musiałem się wcześniej opiekować młodszym rodzeństwem, więc wiedziałem jak się z nimi obchodzić. W końcu prawie sam wychowałem Raven.
Po kilku minutach z norki wyjrzał biały pyszczek zwieńczony smutnymi brązowymi ślepkami. Szczenię mogło mieć najwyżej pięć miesięcy.
- Jestem Noah. - przedstawiłem się, nadal przyciśnięty do ziemi. Chciałem wiedzieć gdzie są rodzice malucha i czy potrzebuje jakiejś pomocy, ale powstrzymałem się przed zadawaniem jakichkolwiek pytań.


Sad?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz