niedziela, 18 stycznia 2015

Od Maemuki C.D Browna

Pamiętam, jak bezsilna leżałam na śniegu. Mały, rubinowy punkcik, pulsujący ostatkiem życia, marznący, otoczony przez wilki. Zatapiały we mnie swe kły, szarpały moje ubrania, wgniatały mnie w śnieg, czerwony od mojej krwi. Osłaniały mnie przed najmniejszą cząstką ciepła, jakie dawało mi słońce. lód połyskiwał na ich kryzach, tak obfitych i majestatycznych.
Oddechy drapieżników przybierały zmatowiałe kształty, które natychmiast zawisały w mroźnym powietrzu. Zapach ich sierści, piżmowy i ziemisty, przywodził mi na myśl mokrego psa i woń palonych liści; był zarazem przyjemny i przerażający.
Z każdą chwilą ich pyski były coraz bliżej pulsujących krwią żył na mojej szyi.
Mogłam krzyczeć, lecz nie krzyczałam. Mogłam walczyć, mogłam je przepędzić, lecz tego nie zrobiłam. Po prostu leżałam, wpatrzona w intrygujące oczy tych stworzeń. Nie byłam w stanie zrobić choćby najmniejszego ruchu, pozwalałam, by robiły to, co robią.
Coraz więcej agresji.
Coraz więcej bólu.
Coraz więcej strachu.
A później przyjdzie spokój.
Myślałam tylko o jednym. Z całych sił, wytężając swój umysł, próbowałam przypomnieć sobie, jakie to uczucie, gdy człowiekowi jest ciepło.
Potem wilki jeszcze bardziej zacieśniły krąg. Podeszły zbyt blisko. Dusiłam się, nie mogłam złapać oddechu. Coś zdawało się trzepotać i wyrywać z mojej piersi.
Nie było światła, nie było słońca. Umierałam. Nie byłam w stanie przywołać do siebie obrazu błękitnego nieba.
Lecz nie umarłam. Dryfowałam, zagubiona w morzu zimna, by powrócić nagle do świata, odrodzić się w świecie ciepła.
Powstać w innym ciele.
Stałam się wilkiem, zdolnym do niemożliwych rzeczy. Zmienił się odbiór świata, moje postrzeganie go. Byłam silniejsza, zwinniejsza.
Już nie byłam sobą.
To mój początek, początek końca.
Nie wiem, co będzie dalej.
***
Pisałam opowieść, która tak bardzo oddawała moje, uczucia, moje życie. Łzy spływały z moich futrzastych policzków, gdzieniegdzie rozmazując słowa. Czułam, że to, co piszę, naprawdę się zdarzyło, że jest moją historią. Coś mnie z tym łączyło.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk kopniętego kamyczka, który odbił się od ściany jaskini, aby zaraz zastygnąć bez ruchu. Błyskawicznie odwróciłam głowę w tamtą stronę i moim oczom ukazał się Brown we własnej osobie. Odruchowo zakryłam moje dzieło.
- Co tu robisz, Ciastku? - uśmiechnęłam się, próbując ukryć fakt, iż płakałam.

<Brown?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz