niedziela, 18 stycznia 2015

Od Nyanne C.D. Shōgaina

Pyszczek wadery pokraśniał wściekłością. Czemuż to trafiła na tak okrutnie nienormalne wilki? Czy nie może już umrzeć i mieć to wszystko za sobą?
Syknęła nagle, kurcząc się wpół. Rana zapulsowała niespodziewanie, przyprawiając ją o chwilowe zaćmienie umysłu. Zamknęła oczy, warcząc cicho. Kiedy przyłożyła doń łapę, poczuła lepką krew. Zakrzepy i strupy widać pękły. Lecz coś się stało, coś strasznego. Przed oczyma jej pojaśniało, w całym ciele rozlała się fala niewyobrażalnego bólu, w umyśle rozbrzmiał odgłos konającego jelenia, a łapy gwałtownie zacisnęły się na krawędzi legowiska. Jak przez mgłę usłyszała krzyki wilków nie rozumiejących nagłą napaścią bólu ze strony Nyanne. Kiedy jej wycieńczone ciało ogarnęły konwulsje, natomiast gardło zacisnęło się gwałtownie, poczuła jak ktoś ją przytrzymuje.
- To padaczka!- krzyknął niewyraźny cień.
- Nie, zakażenie!- zaprzeczył inny głos. Nagle chora wytrzeszczyła oczy i wrzasnęła, czując jakby coś przegryzało jej gardło. Ktoś teraz w tej okolicy polował, a jego ofiara pod postacią dorodnego jelenia umierała. Kiedy oddalone od nich zwierzę umarło, wrzasnęła ponownie, chwytając się drżącą nadmiernie łapą za ranę.
- Wyciągnijcie to ze mnie!- było to jej pierwsze od dawna wycie, które powtórzyło się za parę chwil. I jeszcze raz, jeszcze, jeszcze i jeszcze... albowiem Shōgain poszedł do niej, a położywszy jej na czole prawą łapę, zaczął wymawiać dziwne i skomplikowane formułki. Szarpnęło nią, raz, drugi i trzeci, organizm ogarnęła niemoc i przeogromny, paraliżujący wszystko ból. Wykrzyknęła Jego imię, po czym straciła przytomność, z pyskiem w łzach, kiedy przed oczyma stanął jej obraz ukochanego w pełnej zbroi, gotowy na bitwę.
[...] Obudziła się, nie mogąc się poruszyć. Mianowicie cała była tak obolała, iż każdy, najmniejszy nawet ruch sprawiał iż miała ochotę się rozpłakać. Poczuła iż rana wciąż jest niezagojona, przykryta świeżym opatrunkiem. Toteż wciąż zamroczona po długim śnie, przesunęła oczyma po pomieszczeniu. Był środek nocy, a prócz niej w lecznicy znajdowała się tylko śnieżnobiała wilczyca, w chwili obecnej zmieniająca jej kroplówkę. Kiedy skończyła, przysunęła się do Nyanne i spojrzała na nią przelotnie. Wzrok miała zimny i obojętny, ale widać skrupulatnie przyglądała się swojej pacjentce. Ta z kolei zdobyła się na to, by wykrztusić z siebie ciche pytanie:
- Co się stało?

<Maddox?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz