- Nie byłem głodny, więc poszedłem się przejść - odparłem. Zdumiało mnie, że Mae nie jada mięsa. Słyszałem o takich ludziach, ale nie wilkach!
- W taki razie chyba powinienem zaproponować małą przechadzkę - mruknąłem.
- W sumie, nie mam nic przeciwko - uśmiechnęła się, co odwzajemniłem i ruszyliśmy. Rozmawialiśmy przez cały czas, idąc między drzewami Szumiącego Lasu, aż doszliśmy do Mystic Waterfall. Siadłem na ziemi i spojrzałem w dal. Rozmyślałem nad możliwością odwiedzin u moich rodziców, znalezienia rodzeństwa...
- A ty o czym myślisz? - zapytała Mae, uśmiechając się łagodnie.
- Cóż... O tym, że gdzieś tam jest moje rodzeństwo i rodzice. Myślałem, czy by nie odwiedzić tych drugich. Albo znaleźć brata i siostrę - odpowiedziałem, cały czas patrząc na horyzont. A co, jeśli im się nie powodzi? Potrzebują mojej pomocy? A ja nie umiem im pomóc, siedząc tutaj i gapiąc się bezmyślnie na krajobraz, zamiast gnać na...
- Ciastek! - krzyknęła wadera, spoglądając na mnie z zaniepokojeniem.
- Tak? - spojrzałem na nią, unosząc brwi.
- Siedzisz cicho od jakiś pięciu minut! Bałam się, że coś ci się stało! A jak cię wołałam, nie odpowiadałeś - wyjaśniła, zdenerwowana.
- Cóż... Przepraszam. Czasami zdarza mi się zamyślić, no wiesz - przeprosiłem.
Postanowiłem jak najszybciej oddalić się od wodospadu, ponieważ tam miałem najlepsze miejsce do popadnięcia w zamyślenie, co było niebezpieczne.
Wstałem i otrzepałem się jak pies, po czym ziewnąłem i spojrzałem na słońce. Było prawie południe, więc mój żołądek zawiadamiał, że czas coś przekąsić.
- Wiesz.... Muszę iść na polowanie. Obiecuję, że nie zabiję żadnego młodego zwierzaczka ani matki! Widzisz, nie mam tego w zwyczaju - oznajmiłem, machając ogonem.
- Skoro musisz... -westchnęła Maemuki. Uznałem, że sama trafi do domu i od razu pobiegłem do Deer.
~*~
Udało mi się złapać dzika (który WCALE nie był bezbronny) i teraz siedziałem, zajadając się udźcem. Zleciały się wrony, z czego po zimie nie wyglądały jeszcze tak dobrze, jak ja uznałem, że powinny.- Jedzcie, jedzcie. Dla wszystkich wystarczy - zachichotałem i obgryzłem kość. najadłem się już, więc zostawiłem mięso ptakom i wróciłem do jaskini. Zająłem się swoimi obowiązkami, na czym upłynęła mi reszta dnia. Wieczorem zadowolony ułożyłem się na posłaniu i usnąłem.
<<Maemuki? Dziki nie są bezbronne!>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz