Taki atak ze strony wadery wydał mu się zaskakująco zabawny. Miał zamiar
rozegrać to nieco inaczej; może zupełnie inaczej, ale co począć kiedy
rozpalona do czerwoności kobieta rzuca się na ciebie? Był bezradny.
- Szczerze powiedziawszy, tak właśnie chciałem postąpić. - odparł, a
puszysta kulka futra zatrzęsła się z przerażenia. Yaenn odsłoniła zęby, a
z głębi jej gardzieli wydobył się głuchy warkot. - Ty reagujesz tak na
zupełnie normalne zachowanie ze strony zdrowego basiora. - dodał
używając rzeczowego tonu. - Jak mam zareagować ja, kiedy trzymasz mój
obiad na głowie i nie chcesz mi go oddać?
Musiał użyć silnego argumentu, którego żaden osobnik nie byłby w stanie
podważyć. Droczenie się z Yaenn sprawiało mu przyjemność. Może nie
droczenie się, a sama rozmowa? Później pomyśli nad ową teorią, teraz
miał poważną sprawę do załatwienia.
- Już jadłeś, mógłbyś dać sobie spokój. - zmrużyła oczy.
- Dać sobie spokój? - usiadł na puszystym ogonie, a na pysku pojawiło
się zdziwienie. - Skarbie, nie wiesz co mówisz. Gdybym dał sobie spokój,
nie byłbym tak idealnie zbudowany i nieziemsko przystojny. - prychnął z
dezaprobatą.
- Zaraz poprzestawiam ci tę mordkę, kolego. - sierść przemieszana z
piórami stanęła dęba. Nadal rozluźniony Gale uderzył o twardą ziemię,
czując, że nazajutrz przywita go niemiła niespodzianka w postaci guza.
Miejsce pulsowało bólem, ale nic poza tym się nie wydarzyło. Głowa była
cała. Przyciskany do podłoża miał idealny widok na Królika Sprawcę
Zamieszania i jego Obrończynię. Wyciągnął łapę, nie zdołał przybliżyć
jej na więcej niż dziesięć centymetrów. Kończyna, obezwładniona po
mistrzowsku, została przyciśnięta do piersi. Nie ruszała się.
- Łapy precz od królika. - wycedziła przez zaciśnięte zęby. W
czekoladowych tęczówkach zapłonęła furia. Zęby kłapały milimetry od jego
ciała. Gale nie chciał zrobić jej żadnej krzywdy. Wiedział jak bardzo
umie być denerwujący i nie zamierzał 'karać' za to towarzyszki.
Wśród dzikich odgłosów szamotaniny Yaenn nie usłyszała desperackiego
popiskiwania przyjaciela. Futrzak ześlizgnął się z jej głowy i spadł
prosto na pierś brutalnie pobitego basiora. Na moment zapanowało
milczenie, nikt nie śmiał się poruszyć.
- Skarbie, zabierz go ze mnie. Ten zając zachowuje się zbyt niewinnie.
Jeszcze dopadną mnie wyrzuty sumienia, kiedy będę go konsumował. -
obruszył się. Perliste oczka skierowane na przeorany blizną nos basiora
nie zdradzały zamiarów gryzonia. Toteż nie mógł przewidzieć, że bestia
rodem z piekieł poprze swojego Obrońcę i również się na niego rzuci.
Lucyfer zaatakował niesprawny nos, co wywołało przeraźliwy ból
rozpalający nerwy od środka. Flammèche podskoczył niczym oparzony. Przez
jego krzyk przebił się cichy chichot należący do Yaenn. Śmiała się
naprawdę pięknie, gdyby miał chwilę chętnie wsłuchałby się w ten czysty
dźwięk. Miał jednak Królika Agresora na głowie i nie za bardzo wiedział
jak sobie z nim poradzić, nie robiąc przy tym krzywdy ani sobie, ani
jemu. Gdyby choć kępka puszystej sierści spała z ciałka Królika, Gale
prawdopodobnie zostałby pozbawiony jakiejś koniczyny na zawsze.
- Skarbie, pomóż. - wybełkotał kręcąc łbem to w lewo, to w prawo. Nic
nie pomagało. Spragniona krwi bestia wbijała swoje ostre ząbki w biedny
nos basiora.
<Yaenn? Co ja piszę.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz