poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Gale'a C.D Yaenn

Lekka wadera zajęła dogodne miejsce gdzieś w wysokich gałęziach. Basior nie miał szans tak zwinnie i dostojnie wdrapać się na drzewo, zrezygnował więc z tego pomysłu, nie chcąc dać towarzyszce powodu do śmiechu. Jego nieporadność w takiej chwili mogłaby mieć druzgocące skutki w przyszłości. Zadowolił się miękkim posłaniem tworzonym przez mech, ułożył się na nim wpatrując się tęsknie w odległe krople deszczu. Przed tymi skrzętnie chroniła go gruba warstwa liści.
- Jeszcze nie zdążyłaś mi się przedstawić, skarbie. - mruknął unosząc połyskujące ślepia w górę.
- Yaenn, nie skarbie. - fuknęła gdzieś ze swojej kryjówki. W geście poddania położył uszy po sobie, choć z pyska nie znikał charakterystyczny uśmieszek.
- Jak sobie życzysz, skarbie. - odparł pół żartem, pół serio. Niebo przeszył perlisty grom, pozostawiając po sobie echo grzmotu. Gale odruchowo pociągnął nosem, aby poczuć zapach deszczu. Nic jednak do niego nie dotarło. Powietrze przedostało się do płuc, pozostawiając na nieczułym nosie drobinki zapachu. Cóż z tego, kiedy jest się pozbawionym węchu?
- Może jesteś głodna? - zapytał, odruchowo przyklejając do ust 'banana'. Kawał mięsa leżał nieopodal niego. Niestety, cała dawna ochota na zjedzenie go uleciała z basiora jakby za pstryknięciem palcami.
- Niekoniecznie. - odrzekła lakonicznie, acz postanowiła wyzbyć się dawnego oschłego tonu, w wyobraźni Masqué'a krzywiła się przy wypowiadaniu tych słów. Pohamował prychnięcie, ale nie dawał za wygraną. Od szczenięcia był uparty.
Za pomocą dobrze wyważonego cięcia pazurem, otrzymał spory kawałek delikatnego mięsa. Ujął go w zęby starając się nie wyrządzić zbytnich szkód. Stając na tylnych łapach, wskoczył na jedną z niższych gałęzi wyciągając łeb w stronę Yaenn. Ta, z iście teatralnym wywinięciem oczami, łaskawie postanowiła przyjąć skromny podarek.
- Dziękuję. - westchnęła tylko, wracając na swoje dawne miejsce. Może wyznawała regułę 'przytakuj, da ci spokój'. Ta myśl wróciła wesołkowi dawny humor. Przyszła stara ochota na długie opowieści zwieńczone jego epickimi tryumfami. Krwawymi pościgami, trzymającymi w napięciu momentami i upojnymi nocami spędzonymi w towarzystwie rozchichotanych panienek. Nienawidził takich, ale cóż zrobić, kiedy przyzwoitych na świecie jest tak mało?
Kiedy deszcz ustał zupełnie, a na nieboskłonie ponownie pojawiło się gorące słońce, wyszli z ukrycia. Pod kierownictwem wadery kroczył dumnie wśród wysokich traw, widząc nieco więcej aniżeli sama przewodniczka. Jak obiecała, tak też zrobiła. Doprowadziła Gale'a pod same wejście do jaskini alfy. Odeszła tłumacząc się obowiązkami.
- I tak cię znajdę, skarbie. - zakrzyknął za nią, zwracając uwagę przechodnich wilków. Nie przejmował się tym zbytnio. Z presją radził sobie niemal idealnie.
- Będę czekać. - posłała mu wyzywające spojrzenie, trwające ułamek chwili. To jednak pozwoliło jej na zawładnięcie umysłem basiora. Od tej pory kierowała nim żądza wygranej niemego pojedynku. Trzeba było wiedzieć, że Gale uwielbia wygrywać.
Ocucił go chrzęst żwiru pod łapami basiora. Flammèche odwrócił się zawczasu i skłonił lekko, na znak szacunku. Odpowiedziano mu skinieniem głowy.
- Witaj. - przywitał się, typowym dla siebie, pewnym głosem.
- Miło mi cię gościć na terenach mojej watahy. - odpowiedział, a zdanie wcale nie brzmiało jak regułka wykuta na pamięć i recytowana co moment. - Szukasz schronienia, czy przychodzisz wieścić decyzje innych władców?
- To pierwsze, panie. Poszukuję schronienia, acz nie myślę o żerowaniu na pracy innych.
- Calme Loup, tak jak ja, posiada szeroko otwarte ramiona, skore gościć kogoś rwącego się do pracy, mój drogi. - zmarszczył brwi, jakby zastanawiał się nad czymś niezmiernie ważnym.
- Wyglądasz na nieco zmęczonego. Pozwól, panie, że zaproponuję pomoc i odciążę twoje obolałe od odpowiedzialności barki. - wypiął lekko pierś, chcąc okazać pełnie swych sił.
- Do czego pijesz? - na jego wargi zawitał półuśmiech.
- Na pewno mógłbym zająć stanowisko dotyczące sądownictwa. W tym żywiole czuję się jak ryba w wodzie, a i osądzać umiem słusznie. Dokładnie słucham, a cierpliwość jest moim drugim imieniem.
- Pozwól, że się wtrącę. Skromnością za to nie grzeszysz! - szturchnął go nieco w ramię, co w tamtej chwili nie wydało się ani trochę nie na miejscu. Przynajmniej nie dla Gale'a. Alfa musiał dojść do innego wniosku, gdyż momentalnie wrócił wyraz konsternacji na pysku.
- Nie każdy jest idealny, panie. Czy skromność jest pożądana u sędziego? Nie tak bardzo jak bezstronność i cierpliwość, umiejętność podejmowania słusznych, naturalnie dla ogółu, decyzji. Nie ukrywam, takowe stanowisko byłoby prawdziwym zaszczytem. - starał się jak mógł wybrnąć z sytuacji. Czy był to swoisty test wobec nowego członka?
- Nieugięty w swoich działaniach, przy tym niezbyt nachalny. - rzekł ciszej. - Mój drogi...
- Gale. - podpowiedział szybko nowicjusz.
- Gale'u, witaj w naszych skromnych progach, nowy sędzio! - na widok szerokiego uśmiechu i alfa zaśmiał się cicho. Choć sztywno trzymała się go etykieta, posiadał uczucia i nie bał się ich okazywać. Niestety, wyglądało na to, że większość z nich tłamsił w sobie, być może w pogoni, lub podążaniu, za autorytetem obranym w dzieciństwie.
- Dziękuję, panie. - ukłonił się ponownie, tym razem głębiej i już bez pierwotnej obawy. Zdążył poznać swojego władcę i przekonać się o tym, że jeśli znajdzie sobie towarzystwo, będzie mu się tu żyło jak w bajce.
- Na przyszłość, mam na imię Gustave. Walcz i zwyciężaj, Gale. - dodał używając powiedzenia rzymskiego pochodzenia. Nie każdy mógłby to zrozumieć, nie każdy na co dzień posługuje się takimi frazami. Można czymś takim zaimponować.
- Następnym razem pojawię się z prośbą o wyższe stanowisko, panie. - choć miał na myśli żart, iskierka w nim zapłonęła i od teraz będzie pragnąć wykazać się.
- Mam nadzieję, że nie rzucasz słów na wiatr. - zawołał odchodząc we własną stronę. Niesamowite jak bardzo ktoś mógł pchnąć cię do działania, wypowiadając starą rzymską dewizę.
Począł szukać wadery, której przecież obiecał spotkanie. Nie robił tego, aby udowodnić jej swój upór, nie. Chciał przyjrzeć się bliżej istocie jaką jest Yaenn.

<Yaenn, skarbie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz