- Jestem niezmiernie szczęśliwy, że zechciała mi Pani towarzyszyć. - zaczął w końcu, doskonale zdając sobie sprawę z tego, iż wadera niekoniecznie chciała z Nim się wybrać na spacer. Nie mógł pozwolić jednak, aby ta teraz zawróciła i zostawiła Go samego. - Nie chcę Pani zranić. - dodał ni stąd, ni zowąd. Mina Jego spoważniała, a każde słowy było wypowiadane z prawdziwą szczerością w głosie. - Po prostu nie wyobrażam sobie, iż mógł zachować się tak bezczelnie i z własnej woli się od Pani uwolnić. Zapewniam, iż jest to niewykonalne. - powiedział, ostatnie zdanie, jakby głośniej, chcąc upewnić Ją w swoich zamiarach wobec Niej. - Nie myślę o Nikim innym, niż o Pani. Zajęła Pani mój umysł całkowicie, już teraz jestem Pani oddany. - tutaj przyśpieszył, specjalnie, aby po chwili znaleźć się tuż przed Nią i ponownie pocałować. Z jaką łatwością mu to już przychodziło. Jak cudownie się czuł, wiedząc, co ta do Niego czuje. Przeszła Go momentalna fala ciepła, która minęła po chwili, jakby znak, że pora kontynuować swój monolog. Ruszył teraz, przed Nią, plecami do Niej zwrócony. - Jestem pewny, że gdybym teraz się Pani oświadczył, a Pani nie odrzuciła mych uczuć, skazując mnie na porażkę, to miłość, tak piękne uczucie pojawiłoby się z czasem. - mówił szczerze, doskonale wiedząc, że gdyby tylko miał pierścionek, to raptem po dwóch dniach znajomości z Nią rzuciłby się na klęczki i oświadczył. - Nie mniej jednak, chyba porę nieco o sobie opowiedzieć. Chciałbym, aby to Pani wysłuchała mej krótkiej opowieści, aby następnie w końcu zrozumieć, iż tak idealnym basiorem nie jestem. - chciał, aby doskonale zdawała sobie sprawę z Jego wad. Jeżeli bowiem miałaby Go pokochać, to jedynie miłością szczerą, która akceptuje zarówno wady jak i zalety. - Nie zdaję sobie sprawy z tego, gdzie dokładnie się urodziłem. Byłem bowiem młody, a po śmierci mych rodziców, którzy oddali za mnie życie, musiałem tułać się to tu, to tam. Byłem bliski śmierci, a ocaliła mnie pewna wadera z przyjaznej mi później watahy. Tam poznałem naiwną przedstawicielkę Naszego gatunku, z którą to się ożeniłem. Być może dla tego, aby zaimponować reszcie, bo wiem ta uznawana była za najpiękniejszą, jednocześnie niestety pozbawiona wszelkiego taktu i inteligencji. Rozwiodłem się. Następnym krokiem była walka. Nie byle jaka, a u boku mego najlepszego przyjaciela, brata, który również oddał za mnie swe życie. Tak bardzo przytłoczyła mnie Jego śmierć, że odszedłem z tamtej społeczności. Radziłem sobie nader dobrze, aby po raz pierwszy w mym życiu się zakochać. Nie wiadomo skąd, przybyła do mnie wadera, którą pokochałem być może najbardziej, przynajmniej na tamte czasy. Uwadze Pani nie może również ubyć fakt, iż zostałem ojcem, aby po tych wydarzeniach wadera ta opuściła mnie, pozostawiając z obolałym łbem i raną ciętą na wewnętrznej stronie brzucha. Nie pałałem do Niej nienawiścią. Jedyne, co na ten czas czułem, był niepojęty wręcz żal. Po ponownym upadku znalazłem się tutaj. Do dzisiaj nie mam pojęcia, jak przedostałeś się przez te góry, być może byłem w amoku, bowiem gorączka nie opuszczała mnie od kilku dni. A teraz jestem tutaj, z Panią. - skończył. Nie miał już więcej do powiedzenia. Przyśpieszył tylko nieco kroku, ażeby to nie wyjść na osobnika, który użala się nad sobą. Stwierdził bowiem, iż przeszłość jest już dawno za Nim.
<Corrin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz