Gdy tylko wyszedłem na mniej zadrzewiony odcinek lasu, słońce przyjemnie połaskotało mnie po grzbiecie. Westchnąłem cicho i przyspieszyłem kroku.
Nagle jednak coś wyczułem. Zesztywniałem i obejrzałem się za siebie. Tam nic nie było... Zaraz odnalazłem jednak źródło mojego niepokoju. Była to wadera, siedząca kilkanaście kroków ode mnie i podziwiająca otaczający nas krajobraz. Szybko, jednak ostrożnie, wszedłem w zarośla i zacząłem taksować potencjalnego przeciwnika wzrokiem.
Nie była zbyt.... No, wielka. Raczej szczupła, więc jej atrybutem jest zwinność. Nagle ona zaczęła rozglądać się i wszystko wskazywało na to, że mnie widzi.
- Nie chowaj się. I tak cię zauważyłam. - powiedziała.
Wyskoczyłem więc z mojego ukrycia, i zrobiłem pierwsze, co przyszło mi na myśl.
- Hej. Jestem Brown, a ty? - zapytałem przyjaźnie, machając ogonem.
- Maemuki - odparła.
<<Maemuki? MOJA WENA JEST NA GRZYBAACH!>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz