- Tak, pewnie - długo zwlekała z odpowiedzią i prawdę mówiąc wciąż nie była pewna, czy dokonała właściwego wyboru. Mimo wszystko nie drgnęła, kiedy basior wolnym, przemęczonym wręcz krokiem zbliżył się i siadł obok.
Po tamtych dwóch słowach zapanowała między nimi grobowa cisza, przerywana jedynie szumem wody i liści oraz nieco nerwowymi pokrzykiwaniami ptaków. W tamtej chwili wydawało się to nieistotne. Wrogość w każdym oddechu, ruchu, a nawet agresywnie napięte przez Yaenn mięśnie nie pozwalały na rozpoczęcie normalnej rozmowy.
Siedzieli tak, nie odzywając się do siebie ani słowem, aż wadera pierwsza zdecydowała się przełamać lody.
- Yaenn - szepnęła, spuszczając głowę. Sierść na jej karku z wolna opadła, przybierając układ taki, jaki zazwyczaj ma gdy wilczyca jest opanowana i neutralnie nastawiona.
Basior spojrzał na nią, przez pierwsze kilka sekund analizując co mogła mieć na myśli. Zrozumiawszy odwrócił łeb i utkwił wzrok w jakimś punkcie na przeciwległym brzegu.
- Nathan - odparł po chwili. Był wyraźnie zamyślony, szukał czegoś w pamięci, ale chyba nie mógł znaleźć. Wiedziała, że w takim momencie nie wolno przeszkadzać. Rozmowa to jedno, lecz szacunek dla czyichś wspomnień także wypada posiadać.
Było późne popołudnie. Czas płynął jednak tak szybko, iż kiedy oboje wreszcie zdecydowali wrócić do swoich schronień, panował już całkowity mrok. Wadera rozprostowawszy kości ziewnęła przeciągle i spojrzała na wciąż tkwiącego w tej samej pozycji basiora. Przemknęła jej przez głowę myśl wyrwania go z transu, aczkolwiek to także mogłoby zostać uznane za nieuprzejme.
- Miłej nocy - rzuciła na pożegnanie i skierowała się do swej groty. Nie przewidywała, że Nathan zdecyduje się podążać wydeptanymi przez nią śladami.
Przez kwadrans, leniwie i bez celu włócząc się po lesie nie wyczuła ani nie dosłyszała niczego niepokojącego. Nieświadomie zataczała koła pośród drzew, co jakiś czas zatrzymując się i spoglądając tęskno w niebo. Za czym tęskniła? Tego nie wie nikt. Dopiero gdy nieświadomie i gwałtownie obróciła łeb dojrzała za sobą znajomą postać. Nie zareagowała obnażeniem kłów, choć mogła.
- Coś się stało? - głos Yaenn jest przyciszony, jakby znalazła się w stanie głębokiej żałoby albo była do cna zmęczona szarą codziennością.
W momencie, gdy wilk szykował się do odpowiedzi, niebo przeszył niedźwiedzi ryk. Sytuacja wydawała się tym bardziej beznadziejna, że jego źródło było bliżej, niż wilczyca przypuszczała.
<Nathan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz