piątek, 2 stycznia 2015

Od Gustave'a C.D Corrin

Nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, dlaczego owa wadera tak bardzo mu się spodobała. Nie była to miłość, czy jakiekolwiek zadurzenie, nawet nie zakochanie. Trafnym określeniem byłaby fascynacja, gdzie basior miał szczerą nadzieję, iż Corrin również przypadł do gustu, w jakikolwiek z możliwych sposobów. Jej słowa były dla Niego na swój sposób pożywieniem, nie uzależnił się co prawda od Niej, ale czy nie jest to tylko kwestia czasu? Z minuty na minutę rozmawiało mu się z Nią coraz lepiej, nie okazywał już w stosunku do Niej takiego chłodu i obojętności, jak wcześniej. Nie był już arogancki, a na wierzch zaczęła wychodzić postawa Jego zmarłego już niestety ojca. Urok, jaki niewątpliwie posiadała w sobie wadera sprawił, że po zaledwie kilku godzinach w Jej obecności basior zdołał przynajmniej po części odzyskać radość życia. Nie czuł się już tak nie potrzebny i na nowo mógł bezsprzecznie stwierdzić, iż z niektórymi dalej można prowadzić interesującą, teraz już nie tak sztywną i kulturalną konwersację.
Rozmowa z Corrin nie była już zwykłą gadką, bez jakiegokolwiek znaczenia, a ożywioną dyskusją, gdzie wyraźnie można było zauważyć, iż coś zaczyna się dziać. Istotnie, gdy zbliżył się zarówno On, jak i Ona serce Gustave'a przez chwilę zaczęło bić szybciej, a na Jego pysku pojawił się delikatny uśmiech. Od dawna nie spędzał tak miło czasu w czyimś towarzystwie, toteż był niezmiernie uradowany, że mógł dostąpić tego zaszczytu. Spojrzał jeszcze raz w jej oczy, ta nie spuściła łba. Czy mogło to być oznaką jej szacunku, czy może tego, że powoli zdołała się do Niego przekonywać? Coś zaiskrzyło. Przynajmniej w Jego odczuciu.
- Nie mogę jednak dowiedzieć się, co dokładnie Pani sądzi na mój temat. Być może moja postawa jest na tyle arogancka, iż pomyślała Pani, że nie jestem godny przebywania w Pani towarzystwie. Z drugiej jednak strony śmiało mogę powiedzieć, iż jestem nieco bardziej dojrzały, niż reszta basiorów. Cóż, tak ukształtowała mnie przeszłość. - dodał, zbliżając się jeszcze nieco bliżej, jednak nie na tyle blisko, aby wadera pomyślała, że jest nachalny. - Zwrócić uwagę muszę jednak również na Pani postawę, tak indywidualną, odpowiedzialną. Można by rzec, że całkiem odmienną niż u wader, które do tego czasu spotkałem na swej drodze. - dodał, kłaniając się nie co. Górę wzięły emocje, które wydostały się na zewnątrz w postaci szczerego, nieco szerszego już uśmiechu.

<Corrin?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz