piątek, 2 stycznia 2015

Od Nathana C.D Yaenn

Odruchowo użył zmysłu. Wsłuchał się w drgania ziemi, wytężył wzrok. Jakieś 10 metrów dalej ogromny niedźwiedź stał na tylnych łapach i szukał tropu. Gdy go odnalazł, a był to niewątpliwie trop Yaenn i Nathana, rozpoczął dziką szarżę w ich stronę. Wyskoczył rozpędzony z zarośli.
Jednak basior był na to przygotowany. Zręcznie uniknął pierwszego ciosu olbrzymiej łapy zwierza. Znalazł się po jego drugiej stronie. Tymczasem napastnik przymierzał się by uderzyć w waderę. Nathan wiedział, że zadziorna Yaenn nie pozwoli mu się dopaść. Nie mylił się. Wykonała szybki unik i skontrowała atak. Dało mu to chwilę na zadanie ciosu. Skoczył i odbił się jeszcze od cielska misia. Będąc wysoko nad nim wykonał ruch, którym sprawił by ziemia pod jego łapami osunęła się i uwięziła go. Wylądował zgrabnie tuż obok wadery.
- Proponuję udać się w stronę rzeki.- powiedział patrząc jak wielki zwierz wije się i rzuca, by się oswobodzić.- On zaraz się uwolni, a w wodzie najprawdopodobniej zgubiłby nasz zapach.
Skinęła głową szepcząc coś pod nosem. Nie zwlekając dłużej ruszyli. Zwinnie przeskakiwali wszystkie przeszkody, które postawił przed nimi las. Czuli, że niedźwiedź zdążył się uwolnić i ruszył w pogoń, jednak nie widzieli go za swoimi plecami. Musiał być jeszcze daleko.
Znalazłszy się nad brzegiem rzeki zatarli ślady łap i wskoczyli do wody. A woda była wręcz lodowata. Nate skrzywił się nieco. Widział już ruch między drzewami.
- Nabierz powietrza.- rzucił tylko i pociągnął Yaenn za sobą, w ciemną toń wody. Korzystając z nocy, która uniemożliwiła napastnikowi dostrzeżenie ich, płynęli powoli, z nurtem. A gdy byli już poza zasięgiem wzroku, słuchu i węchu misia wypłynęli na powierzchnię. Wyszli z wody i chwilę ciężko oddychali.
Gdy ich oddechy powoli się ustabilizowały otrzepali wodę z futer. Siedzieli na brzegu w kompletnej ciszy. On nasłuchiwał, a Ona? Udała, że interesuje się mieszanką piachu i kamieni na brzegu.
- Nie ma go.- szepnął. Chciał powiedzieć, że są bezpieczni, ale uważał bezpieczeństwo za kłamstwo, iluzję, którą karmi się innych, chociaż wie się, że jest inaczej. Szczerze nienawidził tego terminu.- Jest daleko.- dodał.
Wadera odetchnęła z ulgą. Wstała i ruszyła powoli w głąb lasu. Zanim całkowicie zniknęła w cieniu gałęzi i liści odwróciła się jeszcze i skinęła głową w geście pożegnania. Odpowiedział tym samym.
Tym razem nie szedł już za Nią. Siedział dalej na brzegu i dumał. Co jakiś czas spoglądał w cieniutki sierp Księżyca w oddali. Ujął w dłoń kompas i spojrzał na igłę. Obracała się, by zaraz potem zmienić kierunek i od nowa krążyć. Magia gór, czy może proste zjawisko fizyczne? Skłaniał się raczej ku temu drugiemu. Uśmiechnął się mimowolnie. Wstał i przeskakując po mokrych kamieniach przedostał się na przeciwległy brzeg. Kierował się do swojej jaskini.

<Yaenn?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz