Coś sprawiało, że basior coraz bardziej zbliżał się do Corrin. Nie znał jej właściwie, nie wiedział skąd pochodzi, nic Mu bowiem nie opowiedziała, a On sam nie potrafi czytać w myślach. Nawet, jeżeli by potrafił to i tak nie zmienia faktu, iż nie zachowałby się tak bezczelnie i arogancko, aby tą zdolność wykorzystać. Nie mniej, cieszył się, co prawda w duchu, lecz jednak, że może przebywać w jej towarzystwie. Nie chciał się przyznać, jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że wyjątkowość wadery jakby Nim zawładnęła. Gdy tylko Jej drobna łapa dotknęła Jego przedramienia, przeszedł Go dreszcz. Nie dlatego, że uznał to za aroganckie, a dlatego, że było to iście przyjemne uczucie, takie, jakiego od dawna nie doświadczył. Dziwne, jakby coś Go spiorunowało od góry do dołu. Jakby znowu poczuł, że żyje. W wielkiej mierze była to właśnie zasługa wadery, jednak również tego, iż na nowo mógł być odpowiedzialny za innych, piastując tym samym to stanowisko. Po chwili gęsia skórka, która wytworzyła się na miejscu dotknięcia, zniknęła, a On sam poczuł, jak robi mu się ciepło i serce zaczyna szybciej bić. Doskonale również zdawał sobie sprawę, że Corrin była naprawdę zmieszana. Dla niektórych Jej zachowanie mogło wydać się co najmniej irytujące, bądź niewyobrażalne, zwłaszcza, iż Gustave był najważniejszym samcem w watasze. Dla Niego nie liczyło się jednak Jego stanowisko, a to, jak traktują Go inni, jak traktuje Go Corrin. Teoretycznie i praktycznie Jej zdanie liczyło się dla Niego najbardziej. Nie wyobrażał sobie, co mogłoby się stać, gdyby uchybił Jej swym zachowaniem. Wolał zatem zachowywać w sposób odpowiedni do chwili.
- Nic się nie stało. - powiedział, patrząc na miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze spoczywała łapa wadery. - Wątpi Pani w me istnienie? - dodał, widząc, że jest to swego rodzaju komplement. Na tyle zdawał sobie sprawę z tego, że w pewnym stopniu się jej przypodobał, iż najchętniej zrobił by coś szalonego. Na tyle szalonego, na ile pozwalały Mu geny swego ojca. Jednak, jako basior wychowany, nie uczynił nic, czym mógłby Ja obrazić. Nie chciał tego i wystrzegał się niczym ognia. Jedyne, co zrobił, to delikatnie wziął jej łapę i patrząc w oczy delikatnie ucałował. Nie spuszał z Niej wzroku do momentu, gdy nie puścił jej łapy. - Czy teraz wierzy Pani w Me istnienie? - uśmiechnął się. Najchętniej chyba jednak złożył by pocałunek na Jej ustach. Przybliżył pysk nieco bliżej, opamiętał się jednak na tyle prędko, aby zdołać się cofnąć.
Działała na Niego niczym jakiś lep na muchy. Czy potraktowałby tą znajomość jak przelotny romans? Nic z tych rzeczy. Nie pogardziłby jednak namiętnym pocałunkiem, niekoniecznie takim, który od razu musi nieść za sobą konsekwencje, czy poważny związek. Chciałby jednak jej zasmakować, takiej niezależnej, interesującej wadery tak po prostu. Być może była to tylko wzajemna fascynacja, czy zauroczenie. O tym, czy będzie trwać zapewne basior przekona się kiedy indziej.
<Corrin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz