niedziela, 4 stycznia 2015

Od Edwyna C.D Yaenn

Potworne gorąco; pot wpadający do oczu, nosa, pyska oraz ogromny wysiłek by cokolwiek przesunąć o metr doprowadziły mnie do wycieńczenia. Niedługo po rozpoczęciu roboty wszystko zaszło mgłą i... było mi wszystko jedno.
Teraz przede mną stała znajoma uskrzydlona sylwetka starająca się coś do mnie powiedzieć. Obróciła głowę. Znów obróciła – teraz w moją stronę. Znów próbuje coś mówić... Czemu...? Czemu jej nie rozumiem. Chcę ją rozumieć, więc czemu?
Spojrzałem w dół, na kamienie. Yaenn potrząsnęła mną, ale tym razem naprawdę mocno. Potrząsnąłem łbem i spojrzałem na nią.
– Yaenn... – udało mi się wykrztusić.
– Edwyn! – krzyknęła uradowana wadera. Nie miałem pojęcia czemu, ale... przytuliła mnie.
– S-Spokojnie. Wszystko jest w porządku.
Oczywiście nie mówiłem serio; jak wiele osób w takich momentach. Zdanie „Wszystko w porządku.” jest jednym z najczęstszym kłamstwem. Ale co powiedzieć w takiej chwili? Tak; tylko to.
– Musimy się stąd wydostać – powiedziała Yaenn po chwili.
– Ale jak? – spytałem patrząc jej w oczy. – Ciebie zauważą na niebie. W tunelach ze skrzydłami możesz się nie zmieścić.
– Nie, nie zmieszczę się, masz rację – przyznała się wadera. – Ale przecież ty coś masz, nieprawdaż? Nie dokończyłeś mi mówić co to takiego.
– Potrafię biegać bardzo, bardzo szybko.
– Teraz dałbyś radę?
Zastanowiłem się chwilę. Użycie tej mocy zawsze kosztowało mnie sporą ilość energii. Ale teraz chodziło o życie nas obojga...
Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw skinąłem głową i objaśniłem wilczycy jak to zrobimy.
– Ale najpierw musimy się stąd wydostać, nie sądzisz? – spytała.
– Reagowanie jest wtedy szybsze – objaśniłem. – Mogę się stąd wydostać... Tak sądzę. Na zewnątrz dla nich będziemy jedynie smugą.
Yaenn rozejrzała się jeszcze raz... Jak to możliwe, że nas jeszcze nie złapali? Może to jej szczęście...
– Dobra, spróbujemy.
Yaenn weszła na mój grzbiet. Mi towarzyszyły w tamtym momencie dziwne uczucia.
– Gotowa?
– Tak.
Odetchnąłem i ruszyłem. Niemal z miejsca z zawrotną prędkością. Nieznajomość terenu nigdy nie może być dobra, ale w tamtej chwili... Chyba nieźle sobie radziłem. W uszach dźwięczył mi tylko pęd powietrza.

<Yaenn? Wiem, dosyć nieudane... :/>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz