Teraz przede mną stała znajoma uskrzydlona sylwetka starająca się coś do mnie powiedzieć. Obróciła głowę. Znów obróciła – teraz w moją stronę. Znów próbuje coś mówić... Czemu...? Czemu jej nie rozumiem. Chcę ją rozumieć, więc czemu?
Spojrzałem w dół, na kamienie. Yaenn potrząsnęła mną, ale tym razem naprawdę mocno. Potrząsnąłem łbem i spojrzałem na nią.
– Yaenn... – udało mi się wykrztusić.
– Edwyn! – krzyknęła uradowana wadera. Nie miałem pojęcia czemu, ale... przytuliła mnie.
– S-Spokojnie. Wszystko jest w porządku.
Oczywiście nie mówiłem serio; jak wiele osób w takich momentach. Zdanie „Wszystko w porządku.” jest jednym z najczęstszym kłamstwem. Ale co powiedzieć w takiej chwili? Tak; tylko to.
– Musimy się stąd wydostać – powiedziała Yaenn po chwili.
– Ale jak? – spytałem patrząc jej w oczy. – Ciebie zauważą na niebie. W tunelach ze skrzydłami możesz się nie zmieścić.
– Nie, nie zmieszczę się, masz rację – przyznała się wadera. – Ale przecież ty coś masz, nieprawdaż? Nie dokończyłeś mi mówić co to takiego.
– Potrafię biegać bardzo, bardzo szybko.
– Teraz dałbyś radę?
Zastanowiłem się chwilę. Użycie tej mocy zawsze kosztowało mnie sporą ilość energii. Ale teraz chodziło o życie nas obojga...
Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw skinąłem głową i objaśniłem wilczycy jak to zrobimy.
– Ale najpierw musimy się stąd wydostać, nie sądzisz? – spytała.
– Reagowanie jest wtedy szybsze – objaśniłem. – Mogę się stąd wydostać... Tak sądzę. Na zewnątrz dla nich będziemy jedynie smugą.
Yaenn rozejrzała się jeszcze raz... Jak to możliwe, że nas jeszcze nie złapali? Może to jej szczęście...
– Dobra, spróbujemy.
Yaenn weszła na mój grzbiet. Mi towarzyszyły w tamtym momencie dziwne uczucia.
– Gotowa?
– Tak.
Odetchnąłem i ruszyłem. Niemal z miejsca z zawrotną prędkością. Nieznajomość terenu nigdy nie może być dobra, ale w tamtej chwili... Chyba nieźle sobie radziłem. W uszach dźwięczył mi tylko pęd powietrza.
<Yaenn? Wiem, dosyć nieudane... :/>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz