Zaloty od obcego basiora mogły zmusić ją co najmniej do przyłożenia mu w twarz. Zbyt wygórowane wyobrażenia mogą skutkować także rozszarpaną łapą, pyskiem, grzbietem lub czymkolwiek innym co znajdzie się w zasięgu kłów wadery. Dla flirciarzy nie miała litości w przeciwieństwie do tych, którzy potrafili zachować się w miarę neutralnie.
- Daruj sobie takie odzywki, bo następnym razem nie będę już wyrozumiała - warknęła, strosząc pióra na karku. Agresję miała wręcz w krwi, więc nie potrzebowała zbytnich przygotowań do ataku. Gwałtowne skoki adrenaliny, jakie potrafiła u siebie wywołać, robiły wszystko co było jej do potyczki potrzebne.
Odwróciła się z gracją i zaczęła wolno kroczyć przez las. Oliver oczywiście podążył za nią, zbyt zainteresowany wszystkim co go otaczało i historią miejsca w którym się znajdował, by przepuścić możliwość dowiedzenia się od niej czegoś więcej.
- Znajdujesz się właśnie w Górach Północnych na terenie należącym do watahy Calme Loup. Alphą jest tutaj Gustave i mimo, że ma złote serce to nie polecam lekceważyć jego słów, zarówno tych będących radą jak i poleceniem. Wie o życiu znacznie więcej niż jakikolwiek inny wilk w promieniu stu mil - zaczęła z lekką niechęcią, lecz potem zdołała się zmusić do zachowania kulturalnego i łagodnego tonu. - Jednym z miejsc jakie powinieneś omijać szerokim łukiem, jeśli chcesz, naturalnie, pozostać przy życiu, jest Utopia. Żaden osobnik mający zdrowy rozsądek nie odwiedza jej okolic bez poważnego powodu.
Tak zwiedzili praktycznie wszystkie możliwe do odwiedzenia tereny, a Yaenn przy każdej nowej okolicy starała się wygrzebać z pamięci kilka ciekawostek lub legend, jakie powiązane były z daną lokacją. Każda dodatkowa wiadomość coraz bardziej radowała basiora i praktycznie nie wiedział czym bardziej ma się przejmować oraz cieszyć. Zadawał pytania, komentował, dziękował i przepraszał za coś, czemu teoretycznie nie był winien.
Tuż przed zmrokiem oraz wieczornym deszczem zdołali się skryć w jednej z jaskiń. Skończyli teoretycznie zwiedzanie, lecz powrót ze skalistych szczytów obmytych deszczem, śliskich i niebezpiecznych, okazał się znacznie trudniejszy, niż przewidywali. Przeczekanie oberwania chmury było dla nich jedynym wyjściem.
Wadera otrzepała futro z wody i szybko zbadała grotę aby znaleźć dogodne miejsce do leżenia. Znalazła w ścianie niewielką wnękę, w której mogła się bez problemu zmieścić i obserwować czy sytuacja na dworze nie ulega zmianie. Wdrapała się na skalne “łoże”, pomagając sobie nieco skrzydłami, po czym krytycznym wzrokiem spojrzała na wciąż krzątającego się w dole Olivera. Chcąc uspokoić buzującą w niej krew okryła się piórami i zajęła rozmyślaniem, odciągając myśli od nowo poznanego wilka.
<Oliver?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz