niedziela, 4 stycznia 2015

Od Nathana C.D Yaenn

Zaskoczyła go ta niezwykła propozycja. Nie spodziewał się jej ze strony Yaenn. Jednak tak bardzo kusiła go wyprawa w góry. „Nate, tak łatwo cię naciągnąć.”- myślał. Nie mógł odmówić. Nie chciał odmawiać.
- Chętnie.- odparł i dźwignął się z ziemi.
Cóż więcej mówić? Ruszyli w drogę. Zanim dotarli na miejsce całkiem się ściemniło.
- Jesteśmy na miejscu.- powiedziała wadera. Znajdowali się teraz na jednym z najwyższych szczytów łańcucha górskiego, który otaczał watahę. Nathan ujął w łapę swój kompas. Igła obracała się bardzo szybko, co jakiś czas zmieniając kierunek. Obserwował ją w trakcie drogi. W miarę, kiedy zbliżali się do szczytu obracała się coraz szybciej i coraz gwałtowniej zmieniała kierunek.
- Więc co dokładnie chcesz sprawdzić?- zapytała przechylając głowę lekko w prawo. Patrzyła na niego jak na dziwaka, jednak w jej oczach krył się cień zaciekawienia.
Nie odpowiedział. Zwyczajnie podszedł do kamiennej ściany i położył na niej swą lewą łapę. Chwilę stał w milczeniu, słuchał. Owszem, słuchał szeptów skały. Starał się wyczuć rudę żelaza, a gdy osiągnął sukces gwałtownie ruszył łapą do tyłu. Na ścianie pojawiło się pęknięcie, a z niego wylało się płynne żelazo. Ciekły metal chwilę unosił się w powietrzu. Krople zbijały się ze sobą tworząc jedną wielką. Taką oto kroplę (niemałych rozmiarów) basior złapał w łapę i ścisnął.
- Nie parzy cię?- zdziwiła się wadera. Podeszła bliżej z uwagą przyglądając się całemu zabiegowi.
- Nie jest gorące. Sama zobacz.- mruknął w skupieniu. Otworzył łapę w której trzymał czyste żelazo, teraz z formie obręczy, ciężkiej bransolety, którą wsunął na nadgarstek Yaenn. Przyglądała się chwilę dziwnej ozdobie w ciemnym kolorze. Chwilę ważyła ją na łapie.
- Jeśli chcesz, zatrzymaj ją.- powiedział cieniem uśmiechu na pysku.

<Yaenn? Wena się ulotniła :c>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz