- No dobrze - mruknąłem wreszcie, by przerwać narastającą między nami ciszę. W dialogu zrobił się pewien zastój. A rozmowę chciałem podtrzymać. Przynajmniej do momentu aż zacznie się polowanie. - Pojąłem, że nie masz ochoty na zwierzanie się i inne takie, więc... może jakiś inny temat? O czym masz chęć porozmawiać? - gdzieś tam w głębi liczyłem na to, że przypadkowo, gdy będziemy gadać o 'wszystkim i niczym'. wymsknie jej się coś na temat jej przeszłości czy też charakteru. Maluteńki szczególik. Coś, cokolwiek.
W odpowiedzi pokręciła przecząco głową. Niemowa? Oh nie, proszę. Czy nie mogła powiedzieć tego krótkiego, dennego 'nie', tylko odpowiedziała gestem? Czyste lenistwo, ugh. Poruszyłem zirytowany ogonem. Lewa, prawa, lewa, prawa... Nie wiedziałem, na czym się skupić. Liczyłem kroki, swoje i jej oddechy... Wszystko, byleby tylko przestać się nudzić. Przejechałem jęzorem po ostrych kłach. Coś mi się do nich przykleiło. Chyba pozostałość po przekąsce sprzed dwóch, lub trzech, godzin. Zwinnie przełknąłem kawałek mięsa, który odnalazł swoje miejsce w moim żołądku. Miałem nadzieję, że tego nie zauważyła, bo mogło być to iście obrzydliwe. A ja, powtórzę się setny raz, chciałem robić dobre wrażenie. Niestety na swe nawyki nic nie poradzę. Dreptaliśmy jeszcze wolno w - o zgrozo - ciszy przez około pięć minut. Naszym oczom ukazała się rozległa polana, oblana promieniami wiosennego słońca. Uśmiechnąłem się. Wciągnąłem do nozdrzy zapach świeżej porannej rosy. Wypuściłem nadmiar powietrza pyskiem, wzdychając tym samym z zadowolenia. Delikatny zefirek muskał nasze sierści. Czasami czesał nas pod włos, a czasami przyklepywał futro. Ów polana wydawała się być pusta, jednak wytrawny łowca spostrzegłby, iż między długimi źdźbłami trawy przemykają brązowe sylwetki łani. Gdzieś również przemknęło poroże króla lasu. Postawiłem uszy na sztorc i wsłuchiwałem się. Wyczuwałem leciutkie drgania ziemi, spowodowane stąpającymi po polanie kopytami.
- No to co serwujemy na śniadanie aka obiad? - spytałem, śmiejąc się cicho i spoglądając na towarzyszkę. Dla mnie była to jedynie przekąska między posiłkami. A takich przekąsek w ciągu dnia potrafiłem pożreć z siedem. Rekordzista, rzekłbym. Zamerdałem ogonem niczym pies. Patrzyłem na nią wyczekująco. Damy mają pierwszeństwo, więc niech to ona obierze cel i wskaże go, a ja z chęcią pomogę jej upolować wybraną zdobycz. Oby tylko nie przesadziła i nie zechciała atakować jelenia.
<Inés? Mordko, alimentów i tak nie dostaniesz, heuheu!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz