niedziela, 4 stycznia 2015

Od Olivera CD. Gwyneth

- Co robisz? - powtórzył basior, widząc zdziwienie malujące się na pysku wadery - Nie powinnaś wstawać. Twój organizm jest wycieńczony, ledwo co zdołałem cię odmrozić. Połóż się z powrotem, i tak wiele nie przejdziesz zanim ponownie upadniesz. Po za tym wciąż jesteś poraniona, o popatrz już ci się jedna rana otworzyła. Nie możesz teraz tracić zbyt wiele krwi. Jeżeli chcesz przeżyć słuchaj proszę tego co mówię.
Popatrzył na nią z uwagą i troską. Fakt, że udało mu się odratować wilczycę graniczył z cudem. Natrafił na jej zmarznięte ciało całkiem przypadkiem podążając niewyraźnym już tropem jej zapachu oraz aury. W pierwszej chwili wziął ją za martwą, i dopiero po dokładniejszych oględzinach zauważył u wilczycy puls oraz słabo tętniącą magię. Bez zastanowienia tchnął w nią nieco życia, starając się ogrzać ją i przywrócić wszystkie funkcje życiowe. Na szczęście organizm wadery był silny i szybko przywrócił się do jako tako dobrego stanu. Mimo to wciąż wymagała opieki i basior nie miał zamiaru teraz jej nigdzie puszczać.
Wilczyca przypatrywała mu się przez dobrych kilka minut po czym zastosowała się do jego poleceń i wróciła z powrotem na nieco podarty koc, na którym położył ją wilk. Złożyła głowę na przednich łapach i choć dawała wrażenie spokojnej nie dało się nie zauważyć iskierek bólu, które pojawiały się w jej oczach. Basior ponownie się o nią zatroskał i podszedł z przygotowanym wcześniej naparem. Położył kubeczek przed jej nosem i uśmiechnął się łagodnie.
- Napij się - rzekł - To wywar z ziół stepowych rozgrzeje cię i przyśpieszy zaklepywanie się ran. Po za tym bardzo dobrze smakuje, nie jak większość lekarstw - puścił do niej oczko - Po za tym w te mrozy powinnaś owinąć sobie łapy jakimś bandażem lub materiałem - wskazał na swoje nogi owinięte w bladoniebieską tkaninę - Dzięki temu nic sobie nie odmrozisz oraz nie zranisz o jakieś ostre krawędzie pod śniegiem.
Wilczyca pokiwała lekko głową sięgając po czarkę z parującym naparem. Wzięła ostrożnie mały łyk smakując napoju. Zgodnie ze słowami wilka miał delikatny, słodkawy smak, który przyjemnie rozpływał się na języku i w przełyku.
Kiedy wadera powoli popijała, basior przytargał bliżej całkiem sporą sakwę. Pogrzebał w niej chwilę, by w końcu wyciągnął kilka pasm tkaniny o miętowym kolorze.
- Pozwolisz,..? - spytał, jednocześnie sugerując by wilczyca także się przedstawiła.
- Gwyneth - odparła - Pozwolę. Miło z twojej strony, ..?
- Oliver - uśmiechnął się podchodząc do niej - Owinę ci łapy bandażem. Nie powinien sam się rozwinąć, dopiero gdybyś zaczęła przy nim coś robić, szarpać czy coś, ma szansę się rozpaść. Tak to powinien przetrwać wszystko co mu zaserwujesz.
Delikatnymi, wystudiowanymi ruchami zawiązał materiał wokół łap wadery dbając o to, żeby nie miał szans się odwiązać i nie przepuszczał zimna ani śniegu. Cała praca nie zajęła mu nawet dziesięciu minut. Usatysfakcjonowany z jej wyników spojrzał uważnie na wilczyce, uśmiechając się pod nosem.
- Pasują ci - rzucił swobodnie wracając do swojej sakwy. W kilka chwil przygotował sobie rozgrzewający napój z winogron, po czym z powrotem podszedł do wadery.
- Więc Gwyneth - zaczął sympatycznym tonem - Co cię przywiało w te, obecnie, niegościnne strony?

<Gwyneth? ;3>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz