Poprowadziła go ścieżką bliżej wodospadu, na niewielką skarpę. Rosnący tam dąb rzucał miły cień zapraszając do spędzenia pod ochroną jego liści paru chwil. Ułożyła się wygodnie przy pniu, wyciągając łapy przed siebie i kładąc na nich głowę. Przymknęła ślepia, napawając się śpiewem ptaków oraz nader miękką trawą. Dopiero po kilku minutach wyimaginowanego szybowania w obłokach przypominała sobie o Nathanie. Basior siedział dwa metry dalej wpatrzony w pieniącą się o skały wodę. Znów nad czymś myślał.
Nie chciała mu przeszkadzać, aczkolwiek coraz częściej przyłapywała się na raczej niepotrzebnej trosce. Była starsza, nieco bardziej doświadczona i czując, że przekazuje te najlepsze z nauk komuś młodszemu, robiło się jej ciepło na sercu. Pragnęła, by kiedyś tak jak stara szamanka dla niej, mogła stać się czyimś mentorem.
Zauważyła, że wilk spogląda na swój kompas. Wpatrywał się w niego intensywnie, jakby oczekiwał odpowiedzi, lecz naturalnie nie mógł jej otrzymać. Yaenn mogła zapytać, aczkolwiek zawsze istniało prawdopodobieństwo, iż nie otrzyma szczerej odpowiedzi. Pozostawało jej tylko się domyślać.
Na takim bezcelowym ślęczeniu w jednym miejscu i nie wykonywaniu żadnej określonej czynności spędzili ponad trzy godziny. Przez ten czas nie zmienili ani położenia, ani pozycji w jakiej się znajdowali. Tkwili niczym posągi - Nathan zajęty grzebaniem we wspomnieniach, a wilczyca zwiedzaniem krainy Morfeusza.
Gdy jej oczęta ponownie zdecydowały się oglądać świat, niebo przybrane było w pomarańcze, róże i fiolety, a na zachodzie widniały również smugi granatu. Gdzieś w oddali księżyc, wciąż niewyraźny i jakby za mgłą, zaczynał swoją wędrówkę po niebie. Miał dziś kształt croissanta i był równie intrygujący jak zawsze. Spojrzała w stronę, gdzie spodziewała się ujrzeć swego towarzysza. Siedział tam, gdzie widziała go przed zaśnięciem. Wstała więc, przeciągnęła się i podeszła do basiora, zajmując miejsce obok.
- Wciąż zastanawiasz się nad nieprawidłowym działaniem kompasu? - bardziej stwierdziła to aniżeli zapytała.
- Tak, znaczy… nie do końca - odparł. Chciał zwieść ją z tropu, lecz ona była zbyt wprawiona w takich rzeczach, by dała się teraz na to nabrać.
- Jeśli chcesz to możemy iść w góry i pokażę ci źródło tych zakłóceń - uśmiechnęła się. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że to co widujesz czasem w koszarach może sprawiać takie kłopoty.
Nie chciała mu przeszkadzać, aczkolwiek coraz częściej przyłapywała się na raczej niepotrzebnej trosce. Była starsza, nieco bardziej doświadczona i czując, że przekazuje te najlepsze z nauk komuś młodszemu, robiło się jej ciepło na sercu. Pragnęła, by kiedyś tak jak stara szamanka dla niej, mogła stać się czyimś mentorem.
Zauważyła, że wilk spogląda na swój kompas. Wpatrywał się w niego intensywnie, jakby oczekiwał odpowiedzi, lecz naturalnie nie mógł jej otrzymać. Yaenn mogła zapytać, aczkolwiek zawsze istniało prawdopodobieństwo, iż nie otrzyma szczerej odpowiedzi. Pozostawało jej tylko się domyślać.
Na takim bezcelowym ślęczeniu w jednym miejscu i nie wykonywaniu żadnej określonej czynności spędzili ponad trzy godziny. Przez ten czas nie zmienili ani położenia, ani pozycji w jakiej się znajdowali. Tkwili niczym posągi - Nathan zajęty grzebaniem we wspomnieniach, a wilczyca zwiedzaniem krainy Morfeusza.
Gdy jej oczęta ponownie zdecydowały się oglądać świat, niebo przybrane było w pomarańcze, róże i fiolety, a na zachodzie widniały również smugi granatu. Gdzieś w oddali księżyc, wciąż niewyraźny i jakby za mgłą, zaczynał swoją wędrówkę po niebie. Miał dziś kształt croissanta i był równie intrygujący jak zawsze. Spojrzała w stronę, gdzie spodziewała się ujrzeć swego towarzysza. Siedział tam, gdzie widziała go przed zaśnięciem. Wstała więc, przeciągnęła się i podeszła do basiora, zajmując miejsce obok.
- Wciąż zastanawiasz się nad nieprawidłowym działaniem kompasu? - bardziej stwierdziła to aniżeli zapytała.
- Tak, znaczy… nie do końca - odparł. Chciał zwieść ją z tropu, lecz ona była zbyt wprawiona w takich rzeczach, by dała się teraz na to nabrać.
- Jeśli chcesz to możemy iść w góry i pokażę ci źródło tych zakłóceń - uśmiechnęła się. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że to co widujesz czasem w koszarach może sprawiać takie kłopoty.
- Co konkretnie? - propozycja wyraźnie go zainteresowała.
- Żelazo. Ogromne pokłady żelaza. Jeśli masz ochotę, to możemy obejrzeć je z bliska. Więc jak?
<Nathan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz