niedziela, 4 stycznia 2015

Od Gustave'a C.D Corrin

Oto basior, niektórzy powiadają, że dobry przywódca, On jednak sądzi, że beznadziejne stworzenie, które potrafi wszystko zepsuć. Niezmiernie łaknął jej obecności, jednak nie potrafił jej zatrzymać, bowiem chciała coś przemyśleć, toteż musiał zachować się jak przystoi i pozwolić jej odejść. Jakże chciał jednak ją zatrzymać, ująć za łapę i jeszcze raz złożyć pocałunek na jej wargach. Nie postąpił tak jednak, odprowadzając ją jedynie wzrokiem. Próbował zasnąć, ułożyć wszystko, co się stało. W głowie dalej brzęczała Jego obietnica, której może i słownie nie złożył, z całego jednak serca wiedział, że jeżeli jutro się z Nią spotka, to będzie pragnął z Nią porozmawiać. Być może jeszcze raz ją pocałuje, być może wyjaśni Jej to, co dzisiaj się stało. Położył się, próbował zasnąć, wszystkie jednak próby odejścia do krainy snów nic nie przyniosły. Cały czas myślał o Niej, tylko o Niej. Jakby zajęła najważniejsze z miejsc w Jego umyśle, zapanowała nad Nim, jak królowa, wydając mu rozkazy. Nie spal całą noc, rozmyślając wile godzin, o tym, co się stało, o tym, czego pragnie, stwierdził w końcu, że pragnie Jej. Nie znał Jej wcale, nie wiedział o Niej prawie nic, doskonale zdawał sobie jednak sprawę, że przez ten pocałunek wszystko się wyjaśniło. Napięcie, pożądanie, tyle emocji kłębiło się w Jego łbie, że najchętniej by się do Niej przytulił. Nie kochał Jej. Jeszcze nie, jednak wiedział, że jest dla Niego niebywale ważna i że On jest ważny dla Niej. Sam sobie się dziwił, że tak szybko coś między Nimi zaiskrzyło, że w tak zawrotnym tempie wszystko się działo. Nie żałował jednak niczego. Chciał Ją poznać, chciał, żeby ta znowu Go kusiła, żeby szeptała te piękne słowa. Stwierdził zatem, że dziś, bowiem nastał już ranek, zagra choć raz nachalnego, okropnego, pełnego uczuć Gustave'a, a gdy tylko Ją zobaczy, bez większego namysły weźmie Ją w ramiona, pocałuje, kilka razy, namiętnie, a gdy tylko ta będzie chciała wydostać się z Jego objęć, to wbije swe potężne pazury w jej grzbiet, by jeszcze choć na chwilę Ją przy sobie przytrzymać, następnie jeszcze raz pocałuje. Później z Nią porozmawia. Wyciągnie z Niej wszystko. Jej przeszłość, jej uczucia wobec Niego i to dlaczego zdecydowała Go uwieść, szeptać te piękne słowa, to, co skłoniło Ją do takiej decyzji.
Zerwał się pośpiesznie, jakby targało Nim szaleństwo. Był jednak doskonale pewny tego, co ma zamiar zrobić i niczym na błyskawicy ruszył w kierunku Jej jaskini. Nie do końca orientował się gdzie mieszka, jednak nos jego, tak czuły, idealnie wyczuł Jej zapach. Tak słodki, który utrzymywał się od dnia wczorajszego. Znalazł Ją, siedziała przy swej pieczarze. Zobaczyła Go, już chciała coś powiedzieć, ten jednak tylko zbliżył się i ponownie Ją pocałował. Tym razem namiętnie, tak, jak ustalił to dzisiaj rano. Nie zważał na to, że może Go uderzyć, że może wziąć Go za totalnego wręcz ignoranta. Jeszcze mocniej wpił się w jej usta, tak, aby ukazać Jej przez to wszystko, co czuje. Później pocałował Ją jeszcze raz, tym razem już delikatniej. Dla Niego ta chwila była magiczna. Zrobił wszystko, co w Jego mocy, aby na pewien sposób Ją odzyskać.
- Obiecałem Pani, że gdy Panią ujrzę, to podejdę. Oto jestem. - powiedział, jakby tylko po to, aby przerywając, tak przyjemną dla Niego, czynność później ponownie Ją pocałować. Nie zważał na to, co powiedzą inny, jak zareaguje Ona. Zrobił to, co chciał zrobić, dla Niego liczyła się tak chwila, ten moment, uchwycony tak namiętnie. - Gdyby Pani była mną niezainteresowana, gdybym Pani nie zaintrygował, gdyby Pani mnie pożądała, nie wypowiedziałaby Pani tych pięknych, pełnych uczuć emocji. - tutaj przerwał, na chwilę. Chciał Jej uświadomić, że być może pała do Niego tą samą sympatią, co On do Niej. - Gdybym natomiast ja nie był Panią zainteresowany, nie uczyniłbym tego, co wczoraj i dzisiaj. - dodał, szarmancko się uśmiechając. Serce biło tak szybko, jakby zaraz miało wyskoczyć z Jego piersi. - Gdyby Pani mnie tak bardzo nie otumaniła, gdyby Pani nie była tak wspaniałą, piękną i intrygującą waderą zapewne nie dałbym się w dniu wczorajszym ponieść emocjom, tak samo nie uczyniłbym tego dzisiaj. Nie znam Pani wcale, jednak zdołała Pani zająć cały mój umysł. Myślę tylko o Pani, co gorsze nie mam pojęcia dlaczego. W całej sytuacji widzę jeden pozytyw. Wydaje mi się bowiem, że pożąda mnie Pani równie mocno, co ja Panią. Wiem, że nie jest to miłość, zadurzenie, byś może zwykłą fascynacja. Chciałem jednak zaznaczyć, iż tak niesamowitej wadery na swej drodze nigdy nie spotkałem. - dodał, cofając się nieco. Wiedział, że ta może Go odrzucić, wiedział, że Jego słowa wyrażały emocje, które od wczorajszej nocy zakrzątały jego myśli, nie bał się jednak tego, że ucierpi fizycznie, a jedynie tego, że Corrin myśli całkiem inaczej. Wiedział jednak, na te kilka godzin z Nią spędzonych, że chce do Niej należeć. Przynajmniej na razie.

<Corrin?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz