niedziela, 4 stycznia 2015

Od Inés

O dziwo, z dnia na dzień moje życie coraz bardziej przypomina dawne. Mam więcej powodów do radości, więcej obowiązków, które wypełniają mój plan dnia, oraz mnie samą.  Im dłużej jestem w Calme Loup oraz im więcej osób poznaje, tym bardziej czuje, że się zmieniam, na lepsze. Moja wiara w siebie i poczucie własnej wartości nadal są bardzo niskie, można powiedzieć, że wręcz bliskie zeru, jednakże czuje, że z każdym dniem, z każdym poznanym wilkiem wzrastają, minimalnie, ale zawsze.
***
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się szczególnie wyjątkowo. Przeciętny, chłodny, aczkolwiek słoneczny wiosenny poranek zawitał do mej skromnej małej jaskini. W pobliskim lesie zauważyć można było budzącą się z zimy florę i faunę. Miło tak czasem zaobserwować rosnące kwiaty, czy dopiero co obudzone, harcujące na drzewach wiewiórki. Wszystko to potrafiło świetnie poprawić humor.
W tym dniu nie miałam nic zaplanowane, jedynie oprócz krótkiego, porannego spaceru, aby rozejrzeć się po okolicy i zobaczyć czy wszystko jest w należytym porządku. Powoli wyszłam z jaskini stąpając na świeżej, mokrej od porannej rosy trawie. Zaczęłam bacznie rozglądać się po okolicy przyglądając się wszystkiemu co podejrzane, aby nie zakłócać dziennego spokoju. W końcu z jakiegoś powodu wybrałam mieszkanie z dala od centrum watahy i innych wilków.
Mój spokój zakłócił cichy szmer oraz nieznajoma woń w powietrzu. Teoretycznie mógłby to być wilk z watahy, którego jeszcze nie poznałam, jednakże ostrożności nigdy nie za wiele. Podążyłam w kierunku obcego zapachu i już po chwili natrafiłam na spożywającego posiłek, beżowego basiora o ciemno brązowej grzywie.
- Przepraszam. – zaczęłam kulturalnie, aby nie zbłaźnić się w przypadku, gdyby był to osobnik z watahy.

<Oliver>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz