***
Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się szczególnie wyjątkowo.
Przeciętny, chłodny, aczkolwiek słoneczny wiosenny poranek zawitał do mej
skromnej małej jaskini. W pobliskim lesie zauważyć można było budzącą się z
zimy florę i faunę. Miło tak czasem zaobserwować rosnące kwiaty, czy dopiero
co obudzone, harcujące na drzewach wiewiórki. Wszystko to potrafiło świetnie poprawić humor.
W tym dniu nie miałam nic zaplanowane, jedynie oprócz krótkiego,
porannego spaceru, aby rozejrzeć się po okolicy i zobaczyć czy wszystko jest w
należytym porządku. Powoli wyszłam z jaskini stąpając na świeżej, mokrej od
porannej rosy trawie. Zaczęłam bacznie rozglądać się po okolicy przyglądając
się wszystkiemu co podejrzane, aby nie zakłócać dziennego spokoju. W końcu z
jakiegoś powodu wybrałam mieszkanie z dala od centrum watahy i innych wilków.
Mój spokój zakłócił cichy szmer oraz nieznajoma woń w
powietrzu. Teoretycznie mógłby to być wilk z watahy, którego jeszcze nie
poznałam, jednakże ostrożności nigdy nie za wiele. Podążyłam w kierunku obcego
zapachu i już po chwili natrafiłam na spożywającego posiłek, beżowego basiora o
ciemno brązowej grzywie.
- Przepraszam. – zaczęłam kulturalnie, aby nie zbłaźnić się
w przypadku, gdyby był to osobnik z watahy.
<Oliver>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz