Była całkiem... kolorową waderą. Skrzydła. Te skrzydła miały w sobie jakąś moc, której nijak nie potrafiłem nazwać. Zabawnie przekręciłem głowę na bok, przyglądając jej się. Taka... delikatna. Delikatna i krucha. Jak motyl. Popatrzyłem jej niepewnie w oczy. Różowe, ździebko zapadnięte. Myślałem, że nie ma źrenic; że jest... niewidoma. Momentalnie poczułem się dziwnie, jakbym nabrał wstydu. A potem dostrzegłem cieniutkie źrenice. I kamień spadł mi z serca. W duchu odetchnąłem z ulgą. Przypatrywałem jej się cały czas, bez przerwy. Mojej uwadze nie umknął żaden szczegół jej ciała.
- Inés - usłyszałem coś. Ale nie tak wyraźnie, jak tego oczekiwałem. Efekt uboczny ciągłego wgapiania się w nią. Zrobiło mi się trochę głupio. Może mówiła coś ważnego? A ja się na nią po prostu "lampię"?
- Hm? - zamrugałem oczami, jakby lekko zdezorientowany. Po prostu wybudziła mnie z dziwnego transu.
- Jestem Inés. - powtórzyła. Ah, czyli to było jej imię. Zauważyłem, że kąciki jej ust lekko drgnęły. Próbowała się chyba uśmiechnąć, sam nie wiem.
Ja za to szczerzyłem się cały czas. Taka moja natura. Nie potrafiłem być poważny. Chyba, że zmęczenie mnie dopadało. Tylko wtedy. Ale to nawet nie była powaga, jedynie nie miałem siły na uśmiech. Przypomniałem sobie o głodzie. W brzuchu głośno mi zaburczało, co wywołało na pyszczku Inés zdziwienie. Popatrzyła na mnie. W jej oczach dostrzegłem rozbawienie. To dziwne... W tak krótkim czasie zdążyłem spostrzec, że jej oczy potrafią powiedzieć wszystko; przykładowo jej humor. Teraz rozśmieszyły ją bębny z mojego pustego żołądka, co dało się zauważyć od razu.
- Chyba jesteś głodny? - spytała, ten lekki uśmieszek znów powrócił. Ale lepiej wyglądała z nim niż z tą smutną minką.
Posłałem jej głupkowaty wyszczerz. Pokiwałem lekko głową. No cóż, ostatni mój posiłek był... chwileczkę, trza to podliczyć... jakieś dwie godziny temu! Huh, ile można tak się głodzić! Poruszyłem się lekko. Kiedy nawiedzał mnie głód, zaczynałem się wiercić.
<Inés? XD Żarłok Ed.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz