Wyszedłem z nory. Niebo było fioletowe i czekało aż słońce w końcu się oderwie od ziemi i zagości na nim. Spojrzałem w górę. Na drzewie siedziała ta sama wilczyca, która wczoraj mnie tu zaprowadziła. Uniosłem jedną brew ze zdziwienia.
– Spałaś tu? – spytałem nie kryjąc zdziwienia.
– A czemu nie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Przynajmniej zimna ziemia mnie nie budzi.
– Dzięki za wczoraj.
Tym razem to wilczyca spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
– No co? Tak się robi, no nie?
Skinęła głową. Wstała i sprawnie zeszła z drzewa.
– Jestem Yaenn – przedstawiła się.
– Edwyn – odparłem.
<Yaenn? ^-^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz