*
To tylko sen. Sen, z którego zostałem chamsko zbudzony przez zrzucenie na mnie jednej z ostatnich czap śniegu; mokrego, lepkiego, na wpół stopniałego śniegu. Nie odrywając łba od wciąż zimnej ziemi spojrzałem w górę. Na, teraz, pustej gałęzi siedział szary puchacz, przyglądający mi się swoimi wielkimi oczami. Machnąłem kilka razy łbem by zrzucić zimny śnieg i zimną wodę.– Rozumiem, że próbujesz mnie stąd wygonić – powiedziałem. Nie doczekałem się odpowiedzi; puchacz jedynie przekręcił głowę w lewo. Wstałem, przeciągnąłem się, ziewnąłem. Mlasnąłem kilka razy i stwierdziłem, że przyda mi się małe co nieco skoro już się obudziłem.
Na horyzoncie była jedynie różowa łuna zwiastująca kolejny dzień. Zastanowiłem się gdzie może znajdować się aktualnie potencjalna zdobycz. Ruszyłem na niewielką polanę, która znajdowała się w pobliżu.
Węszyłem niedługo gdy wpadłem na świeży trop. Wyśledziłem ofiarę – młodego zająca; przyczaiłem się w pobliżu. Młody zając nie znał jeszcze wielu tajemnic życia i jego niebezpieczeństwa – i raczej nigdy nie będzie mu dane je poznać. Skoczyłem na niego bardzo szybko, a moje kły z łatwością zatopiły się w ciepły, młodym ciele. Zając nie wydał żadnego dźwięku (no, chyba, że tupanie o ziemię się liczy); jedynie podskoczył kilka razy w konwulsjach. To wszystko. Mój pysk wypełnił smak krwi.
Już się zabierałem do zjedzenia szaraka gdy w moje nozdrza, prócz woni krwi i mięsa, wkradła się inna woń – woń wilków! Taak, z pewnością kilku wilków; nie jednego. Złapałem zająca w pysk i ruszyłem za zapachem.
Dotarłem do niewielkiego wodospadu. Woda po kamieniach płynęła leniwie; nigdzie jej się nie śpieszyło. Drzewo obok dopiero co zaczęło puszczać tegoroczne pąki. To wszystko tworzyło złudzenie, że czas płynie tu wolniej lub, że się zatrzymał. Było tu spokojnie.
Z zamyślenia, które spowodowane było tym miejscem wyrwał mnie odgłos stukania pazurów o kamień w pobliżu. Sądzę, że normalny wilk by tego nie usłyszał.
Na tle wschodzącego słońca wyraźnie odbijała się sylwetka wilka.
<Ktoś niech dokończy, proszę.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz