czwartek, 1 stycznia 2015

Od Gustave'a C.D Corrin

Nie czytał w myślach, nie umiał się z nikim telepatycznie porozumieć, toteż nie wiedział, co naprawdę myśli o Nim nowa towarzyszka. Nie uchybił jednak na tyle, aby ta postrzegała Go naprawdę źle, jednak nie postępował na tyle dobrze, aby potraktowała Go jako przyjaciela, czy dobrego kolegę. Po prostu ruszył przed siebie, zanim jednak to uczył ukłonił się nisko, aby następnie zniknąć gdzieś między drzewami. Zdołał tereny ten pięknej watahy poznać już na tyle, iż znalezienie polany, obfitej w potencjalne pożywienie, nie sprawiło Mu żadnego problemu. Nie obrał sobie za cel dorodnej łani, a mniejszą, nie dlatego, że nie zdołał by powalić większej, a dlatego, że sam nie czuł się na tyle głodny, żeby marnować jedzenie. Łania wyglądała na taką, która bez większych przeszkód zaspokoi głów Corrin, więc nie widział potrzeby, aby przywlec większą sztukę. W międzyczasie zaczęło padać. Na początku można by rzec, że był to jedynie delikatny deszczyk, który jednak po paru chwilach przemienił się w potężną ulewę. Jemu się to nie podobało. Nie przepadał za mokrym futrem, które następnie nie pachniało najprzyjemniej, toteż przewrócił oczami z niesmakiem, widząc, kiedy sierść została już nieco oblana kroplami deszczu. Zaczął wracać, aby zaprowadzić nową znajomą do swej jaskini, by razem mogli przeczekać deszcz. Zanim zdołał jednak gdziekolwiek się ruszyć spostrzegł, że ta biegnie w Jego stronę, co gorsza z przymrużonymi oczami. Nie zwiastowało to niczego dobrego, zważywszy na trawę, która była mokra. Jak doskonale mógł się spodziewać ta poślizgnęła się, ponieważ zwilżona ziemia zdziałała swoja, natomiast pęd jej ciała swoje. Nie mogąc zachować się inaczej po prostu Ją złapał. Nie mógł pozwolić, aby ta uderzyła swoim ciałem o grunt i coś sobie zrobiła. Teraz bowiem był odpowiedzialny nie tylko za siebie, jak również za innych. Corrin wyglądała wyraźnie na speszoną, oblała się delikatnym rumieńcem, aby po chwili znowu się cofnąć. Być może dla niej taka sytuacja była głupstwem, jednak według Gustave'a nie stało się nic, co mogło zaważyć na jej wizerunku. Ot, zwykłe potknięcie, które przydarzyć mogło się również niemu, nie mogło więc zostać potraktowane jako impertynencja, czy celowe działanie.
- Nic się Pani nie stało? - zapytał, tym razem jednak chciał, aby Jego ton nie był tak obojętny, jak wcześniej. Zaniepokoił się bowiem naprawdę Jej stanem, chcąc wiedzieć w stu procentach, że nie ucierpiała. Ona spojrzała na Niego swymi pięknymi, przynajmniej w Jego odczuciu oczami, opuszczając jednak po chwili łeb.
- Nie. Przepraszam. Pragnę również podziękować za pomoc. - rzekła szybko, co prawda cicho, jednak na tyle, iż basior dokładnie słyszał, co chciała mu przekazać. Cofnęła się jeszcze o krok, nie przymrużając już teraz swych oczu, aby jednym sprawnym ruchem pyska móc oglądnąć całą polanę.
- Najwyraźniej coś Panią do mnie ciągnie. - dodał po chwili, jakby pół żartem, a pół serio, głównie dlatego, aby rozładować całą sytuację. - Proszę za mną. Udajmy się do mej pieczary, aby przeczekać tą ulewę. - dodał po chwili, szarmancko. Nie chciał, aby wyglądać to miało na zaproszenie na schadzkę, a raczej perspektywę kolejnej, przyjemniej rozmowy.
Niewątpliwie było w Corrin coś, co od razu Mu się spodobało. Być może podobieństwo stylu bycia i temperamentów, być może piękne oczy i tak kulturalne zachowanie, a być może zachowanie, które sugerować może, iż owa wadera wolała swoje towarzystwo, samotne. Doprawdy, nie będzie to ława znajomość, jednak taka, którą Gustave chciałby z chęcią podtrzymać.
Wziął w pysk upolowaną łanię, niestety mokrą, sądził jednak, że nie będzie to większy problem, aby po przytaszczeniu jej do jaskini z apetytem jej skosztować. Ruszył, powolnym krokiem, bowiem i tak był już mokry, a w dobrym towarzystwie nie warto nigdzie się śpieszyć.

<Corrin?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz