- Takie to to młode i niedoświadczone - uśmiechnęła się pod nosem, ukazując rządek białych, ostrych jak brzytwy zębów. Jej donośny głos popłynął nad taflą wody i w niezmąconym stanie dotarł do basiora. - Zabija mniejsze i słabsze, bo nie ma chęci zapolować na większe i silniejsze.
Znała podłoże rzeczki, jaką tworzył wodospad, na wylot, to też w parę sekund mogła dobrać miejsce, którym mogłaby dotrzeć na drugi brzeg. Z wolna zaczęła kroczyć ku nieznajomemu, zatapiając się coraz bardziej w wodę i jednocześnie oceniając siły swoje oraz jego, gdyby przyszło jej walczyć.
- Dałbyś mu jeszcze trochę czasu, a za pół roku mógłby zapewnić ci większe wyzwanie - pyskiem wskazała na młodziutkiego zająca, któremu zbyt wcześnie przyszło zakończyć życie. - Las nigdy nie zapomina.
Minęła wilka, zatoczyła koło i zatrzymała się obok niego. Teraz patrzyła na miejsce, gdzie jeszcze pięć minut temu poczuła zapach krwi. Nagle zrozumiała, że basior nie odzywa się ani słowem w obawie o swoją zdobycz.
- Spokojnie, nie zabiorę ci go - prychnęła, odchodząc parę kroków. Ten powoli odłożył swoją ofiarę, na wszelki wypadek przyciskając ją łapą.
- Kim jesteś, żeby mnie pouczać? - jego ton oddawał wyraźne lekceważenie, z jakim odnosi się do dość nietypowych nauk Yaenn.
- Nieformalnym strażnikiem natury, tropicielem oraz członkinią Calme Loup - odparła. - Jeśli okażesz choć trochę szacunku i zaangażowania, to jestem w stanie zaprowadzić cię do alfy oraz pomóc znaleźć schronienie na noc, jeśli nie chcesz spać na mrozie. Więc jak będzie?
Obcy ponownie wpił kły w martwego zająca i niechętnie podążył za wyjątkowo żywotną Yaenn. Wadera zwinnie i gładko sunąc po lesie szybkim truchtem, co chwila musiała spoglądać, czy jej towarzysz nadal kroczy udeptanymi przez czarne łapy śladami. Wyciągając swoje kończyny niczym pokazowy koń poruszała się tempem typowym dla siebie, lecz dla innych forsownym i trudnym do osiągnięcia. Zwyczajny trucht był za wolny, natomiast bieg za szybki i zbyt męczący.
Do leża Gustave'a dotarli na parę minut przed kompletnym zmrokiem. Wilczyca zatrzymała się sto metrów od wejścia, natomiast basiorowi nakazała iść dalej samemu. Objaśniła przedtem w paru słowach przebieg rozmowy, życzyła mu powodzenia, a sama ułożyła się wygodnie i błyszczącymi ślepiami zaczęła obserwować oddalającego się obcego.
Pół godziny potem, co dłużyło się niemiłosiernie, księżyc oświetlił zbliżającą się sylwetkę wilka. Yaenn podniosła się i zabrała za rozprostowywanie skostniałego ciała. Powitała nowo poznanego delikatnym, niezauważalnym wręcz uśmiechem.
- Chyba nie było aż tak źle? Spokojnie, twój królik przetrwał - wyciągnęła zza kamienia kolację nieznajomego i podtoczyła mu pod same łapy.
- Co z tym schronieniem, które mi obiecałaś?
Odpowiedział mu jedynie subtelny ruch głową w stronę skrytej w gąszczu, opuszczonej nory.
- Dopóki w pobliżu jest alfa możesz czuć się bezpieczny. Gorzej, jeżeli coś wywinąłeś.
Chwilę potem wadera okręciła się dookoła grubego pnia, szacując jego wytrzymałość, po czym jak doświadczona wiewiórka spiralnym ruchem wdrapała się na najniższą, względnie mocną gałąź. Niezbyt zainteresowana wyrazem pyska pełnym zdziwienia, a za razem rozbawienia, ułożyła głowę na wyciągniętych przed siebie łapach i oddała się najprzyjemniejszej pod słońcem czynności, jaką było spanie.
- Dobranoc - mruknęła na pożegnanie znikającemu w mroku basiorowi.
~*~
Zbudził ją śpiew ptaków, które umiłowały sobie wygodne miejsce na jej grzbiecie, zapewniające jednocześnie darmowe ogrzewanie dla zmrożonych stópek. Był jeszcze wczesny ranek, słońce dopiero zaczynało swoją wędrówkę, a przenikliwy chłód dał się we znaki nawet tak dobrze uzbrojonemu w futro wilkowi.
Spojrzała w stronę jamy, teraz znacznie bardziej widocznej w dziennym świetle. Wciąż wyglądała na opuszczoną, lecz przenikliwy wilczy wzrok był w stanie doszukać się w niej niezbyt gwałtownych ruchów.
<Edwyn? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz