- W tych stronach kompas ci się nie przyda - przysiadła, nieco uspokojona. Czuła swoją przewagę nad nieznajomym, głównie przez to, że przewyższała go wzrostem o dobre kilka centymetrów. Zdołała do tego przywyknąć, choć niekiedy sama dziwiła się, iż poniektóre samce mogą być tak drobne, a ona tak wielka. Nieznajomy nie odpowiedział ani słowem, to też zdecydowała się tłumaczyć dalej. - Jesteś w górach, które pośród tutejszych wilków znane są ze swej niezwykłości i magiczności. W otaczających cię skałach znajduje się materiał zaburzający działanie tego cacka, które nosisz na szyi.
Mierzył ją drapieżnymi ślepiami, wciąż trzymając pysk na kłódkę. Kto wie, może jeszcze chwila i rzuci się na nią z zamiarem przecięcia tętnicy.
- Owszem, spożytkujesz go, lecz jako ozdobę - mruknęła, oplatając się nienaturalnie długim i puszystym ogonem. Nie pozostała jednak w takiej pozycji zbyt długo. W ciągu niespełna minuty ta bezowocna rozmowa okazała się być nader nużąca. Pokręciła głową i zgrabnym truchtem oddaliła się do ściany, tworzonej przez rosnące gęsto świerki. - Jeśli chcesz bezpiecznie przemierzać te tereny, to radzę ci powiadomić alfę o twojej obecności. - rzuciła na odchodne i znikła pośród chaszczy.
Yaenn poruszała się w leśnym środowisku bez większych problemów. Nie było dla niej wyzwaniem przedarcie się przez utkaną z krzewów zasłonę, zbadanie terenu z najwyższych gałęzi drzew czy odnalezienie pod warstwą liści, zalegających tu od jesieni, tropów zwierząt.
Właśnie w momencie, gdy dzielnie biegła, pokonując powalone pierwszymi wiosennymi burzami drzewa, natknęła się na wygniecioną w miękkiej ziemi racicę. Racicę łani. Dużej i silnej, jak mogła wywnioskować z głębokości tropu. Była wystraszona. Biegła na oślep, stawiając nierówno kończyny i co jakiś czas starając uderzyć tylnymi nogami coś, co ją goniło. Wadera szła za kolejnymi śladami, natrafiając również na plamki zaschniętej krwi, zalegające na liściach. Stopniowo zwiększała tempo pogoni, aż w końcu mogła być już w stu procentach pewna.
Nad rzeką, tuż przy drugi brzegu, leżała wycieńczona sarna. Połowa jej ciała leżała na suchym lądzie, połowę zaś obmywał łagodny nurt wody. Długa i głęboka na jakieś dwa centymetry rana pokrywała jej łopatkę. Zwierzę konało w męczarniach, nie mając szans na przeżycie. Była zbyt wyczerpana i stara, by móc walczyć jak jej młode towarzyszki. Odłączywszy się od stada natrafiła na zgraję wilków, która doszczętnie ją poraniła. Mimo tego, iż udało się jej umknąć, miała zapewnioną śmierć.
Yaenn przepłynęła na drugi brzeg. Zapach drapieżnika poruszył daniela, gdyż resztkami sił próbował stanąć na własnych nogach. Bez efektu. Wilczyca podeszła, zajrzała łagodnie w przerażone oczy zwierzęcia. Łapą zakryła jej ślepie, z uzbieranej w swym ciele czarnej materii utworzyła sztylet, a następnie szybko dobiła łanię, by zakończyć jej cierpienia.
Pomimo bycia wilkiem i żywienia się właśnie takimi stworzeniami, to coś w jej sercu zawsze kłuło ją, gdy przychodziło polowanie i moment zakończenia życia niewinnej istocie. Zawsze wzbierał się w niej żal widząc choćby zająca, któremu bestialsko przedłużano męki.
Zabrała się jednak do posiłku. Zabicie bez potrzeby jest jeszcze gorsze, niż samo zabicie.
Nie było jej niestety dane najeść się w spokoju. Po przeciwnym brzegu w dziennym świetle rysowała się sylwetka napotkanego wcześniej wilka. Przed paroma godzinami była miła, lecz teraz, w prawdopodobnym obliczu pojedynku, nie mogła okazać łagodności. Obnażyła więc kły, zjeżyła sierść na karku i warknęła ostrzegawczo w stronę basiora.
<Nathan? c:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz