czwartek, 1 stycznia 2015

Od Gustave'a C.D Corrin

Ot zwykła rozmowa, która właściwie nie przebiegała za dobrze. Z jednej strony nie miał o czym z Nią rozmawiać, jednak z drugiej nie chciał, aby ta sobie poszła. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że niektóre sprawy warto przemilczeć, toteż nie nalegał na odpowiedź, kiedy wadera nie chciała jej udzielić. Wyszedł by nie tylko na nachalnego, ale i aroganckiego. Na takie zachowanie nie mógł sobie pozwolić, nie tylko ze względu na to, że był Alphą, ale głównie dlatego, że nie tego nauczył Go jego ojciec. Gustave co prawda poczuł małą łapę na swojej, nie dał jednak tego po sobie poznać, bo uczucie to było na tyle przyjemne, że nie chciał jej drobnej łapy bezczelnie zrzucić. Próbował jednak udać, że niczego w prawdzie nie doświadczył i istotnie nie widział tego, jak Corrin cofnęła się nieco, aby następnie się zarumienić.
- Istotnie. - rzucił, żeby zacząć. - Dotarłem tutaj nieco zmęczony. Ba. Cóż ja mówię. Byłem niezmiernie zmęczony. Widząc to piękne miejsce nie mogłeś nie podejść, a po czasie zdałem sobie sprawę, że owe dziewicze jeszcze do niedawna tereny są niezamieszkane. Nie miałem gdzie wracać, rodzina nie żyje, więc dlaczego nie miałbym zacząć tutaj wszystkiego od nowa? W prawdzie jednak nie podjąłem tej decyzji od razu, a dopiero, kiedy zaczerpnąłem nieco wody ze źródełka. - powiedział to, co uważał za słuszne. Nie uważał, że rozmowa o tym, co mu się przydarzyło i sam fakt, że rodzice nie mogą Mu towarzyszyć, była spowodowana tym, iż potrzebował litości. Nic z tych rzeczy. Być może i do dnia dzisiejszego nie miał rodziny, przyjaciół i wsparcia, jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że bycie niezależnym należy ewidentnie do Jego mocnych stron. Radzenie sobie w trudnych warunkach miał bowiem wpajane od wieku szczenięcego. - Zadziwiający wręcz fakt, jak podziałała na mnie ta woda. To, co się później stało mogłem odebrać jako znak, czy coś, co wskazywało mi drogę. Nie mniej, cieszę się, że znowu mam dom. - dodał na końcu, nie chcąc mówić już nic więcej. Nastała cisza.
Po czasie, w towarzystwie Corrin, Gustave dotarł do Oasis. Miejsce samo w sobie było piękne, nie dziwne więc, dlaczego tak wiele zakochanych par wybierało się tutaj. Co prawda Gustave nie kochał Corrin, a zapewne i Ona Go nie kochała, jednak z drugiej strony, czy nie można tak po prostu zaproponować komuś spaceru? Można śmiało powiedzieć, że magia tego miejsca udzielała się zarówno Jemu, jak i Jego towarzyszce, która pomimo próby nieokazywania uczuć najwyraźniej została zaczarowana wyglądem tego miejsca. Rozmawiali. Być może nie jeden nie uznał by tego za naprawdę godną konwersację, jednak Gustave'owi taka w pełni wystarczyła. Nie chciał zmusza Corrn do tego, aby wyjawiała sekrety ze swojej przyszłości, toteż cała wymiana znań oscylowała między prawdziwymi ogólnikami. Czas mijał jak nieubłagany, a zanim basior zdołał się zorientować było już południe.
- Nie jest Pani może głodna? - zadał proste, jednak logiczne pytanie, bowiem od rana zajmuje czas tej damie, nie troszcząc się o jej potrzeby. - Mogę się przejść, aby coś upolować. Zapewne zgłodniała Pani przez rozmowę. Niech Pani wybaczy, że byłem aż tak bezczelnym gospodarzem. - dodał po chwili. Nie uważał, że Corrin jest za słaba. Nic z tych rzeczy. Miało to raczej wydźwięk taki, jaki mieć powinien, to jest basior powinien troszczyć się o pożywienie.

<Corrin?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz