czwartek, 1 stycznia 2015

Od Nathana C.D Yaenn

Podszedł bliżej wody i najzwyczajniej w świecie usiadł. Patrzył na stojącą naprzeciw waderę, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się do góry. Bawiła go nieufność koleżanki. Obserwował jak napina mięśnie, obnaża śnieżnobiałe kły i cicho powarkuje. Wiedział, że zaatakuje jeśli tylko da jej ku temu powód. Tymczasem Ona zdążyła już okrążyć swą zdobycz i zająć miejsce, z którego swobodnie mogła uderzyć. Jednak wciąż dzieliła ich rzeka. Czyżby potrafiła ją przeskoczyć? Szczerze powiedziawszy, nie obchodziło go to.
- Spokojnie, nie mam zamiaru jej Pani zabierać.- powiedział niemal z rozbawieniem, wskazując na resztki zwierzęcia, które pochłaniała. Starał się zachować najbardziej naturalny ton głosu na jaki było go stać, jednak pamiętał, by wobec damy zachowywać się grzecznie. Wadera nawet nie drgnęła, nie porzuciła bojowej postawy. Patrzyła na niego srogim wzrokiem.- Mówiła Pani, że góry zakłócają działanie kompasu, czyż nie?- kontynuował. Z zadowoleniem zauważył, że jej oblicze nieco złagodniało.
- Owszem.- rzuciła. Ton głosu nieznajomej był zimny. Wiedział, że po prostu pilnuje tego, co jest jej własnością. Dlatego nie gniewał się za nieprzyjemne zachowanie. Wyprostowała się demonstrując swą wyższość, jednak basior nie przejął się tym zbytnio.- Miło, że dotarło.
- Więc chciałbym spytać Panią, o kierunek w którym mam się udać.- mówił dalej. Grymas, jaki zawitał na jej pyszczku mówił sam za siebie. Jego obecność była dla niej uciążliwa. Najwidoczniej nie lubiła towarzystwa. Wskazała od niechcenia na wzgórza w oddali.
- Zapewne tam go znajdziesz.- rzekła sucho. Podziękował jej i zniknął w zaroślach. Udał się na poszukiwania miłościwie panującego na tychże pięknych terenach. Zadowolony wciągnął świeże górskie powietrze nosem. Wypuścił je w długim wydechu i spojrzał w stronę celu swej wędrówki. Czyżby wreszcie znalazł swoje miejsce? Czy te widoki sprawiły, że oddał serce ośnieżonym szczytom i rwącym rzekom? Czy już na zawsze stał się tu więźniem? Odpowiedzi czekały tam, na wzgórzu.
***
Sam zapisał sobie wyrok. Odtąd stał się częścią nowej wspólnoty. Przydzielono mu mieszkanie i konkretne stanowisko. Pełnił od teraz określoną rolę. Wiedział jedno: chciał jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki.
Udał się więc do nowego mieszkania. Była to prosta jaskinia. Właściwie pusta, nie licząc niszy idealnej na miejsce posłania, starego zakurzonego regału i równie antycznego biurka. Nathan był mile zaskoczony. Od tej pory nie będzie musiał zapisywać swoich przemyśleń i nowej wiedzy byle jak, na kolanie. No i księgi jakie zgromadził nareszcie będą przyzwoicie ułożone. Zabrał się za robienie porządku. Skończywszy pracę usiadł na miękkim legowisku i upajał się widokiem czystej, urządzonej jaskini. Jednocześnie zastanawiał się czy nie jest być może nazbyt pedantyczny. Wszystko leżało na swoim miejscu idealnie. Nic nie odstawało, nie stało krzywo. Pieczara była w swej prostocie doskonała.
Rozmyślania przewał mu niespodziewanie odgłos burczącego brzucha. Ile godzin nie jadł? Sam nie wiedział. Choroba, jaka męczyła go przez ostatnie tygodnie była przyczyną utraty apetytu. Burczący brzuch był ulgą, zwiastunem rychłego powrotu do zdrowia. Wyszedł z jaskini i skierował się do najbliższego lasu.
***
Najedzony podążał w stronę rzeki. Chciał ugasić doskwierające mu pragnienie i obmyć się z kurzu, pyłu i krwi ostatniego posiłku. Dotarłszy na miejsce zaczął pić. Potem obmył się dokładnie i wyszedł na brzeg. Zwinął się w kłębek i tak leżąc sobie pod rozłożystym drzewem zasypiał. Nie zauważył kiedy zmorzył go sen. Kiedy się obudził ujrzał siedzącą kilka metrów od niego waderę. Spotkał ją już wcześniej.
- Czy mogę się przysiąść?- zapytał cicho beznamiętnym głosem, kiedy do Niej podszedł.

<Yaenn?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz