Miała to, czego tak naprawdę chciała. Potwierdzenie swojej śmiałej teorii o ich możliwej przygodzie miłosnej. Tak plebejska wadera i Alpha? Brzmiało to co najmniej zabawnie. Zwykły farmazon, absolutnie bzdurna myśl. Czy aby na pewno? Czy mogła w stu procentach ufać temu uczuciu, dać się mu wodzić? Nie chciała, a raczej nie mogła się zastanawiać. Pocałował ją. Nikogo innego tej nocy, tylko ją. Może był to przelotny zamysł, może już się rozmyślił? Jednakże sam fakt, że uczynił tak, a nie inaczej poruszył ją całą, od pazurów aż po ostatnie włosy na uszach. Miała wielką ochotę zostać tu z Nim do końca swoich dni, nie wyglądając na świat zewnętrzny, tak pełen niebezpieczeństw. Wyczuła jednak w swej intuicji, że również On musi przemyśleć to, co uczynił przed kilkoma chwilami. Chciała Go posłuchać, ukłonić się grzecznie i zniknąć. Tak po prostu o Nim zapomnieć i zaprzestać kontynuowania tych wszystkich sprzecznych sytuacji. Wiedziała jednak, że nie uda jej się tego w pełni uczynić, nawet, gdyby uciekła jak najdalej, po prostu rzucając się przed siebie. Wróciłaby do Niego, by skryć się przed całym złem tego świata. Był dla niej kimś bardzo ważnym, bez kogo właściwie nie mogłaby się obejść. Podeszła więc do Niego niepewnie i łapą przekierowała Jego wielki pysk w jej stronę. Spojrzał na nią tymi pełnymi niezdecydowania oczami, co wywołało u niej gęsią skórkę. Ona również nauczyła się już nie odwracać wzroku. Opuściła łapę, jednak przy spuszczaniu jej jakby przypadkiem nadal dotykała Jego rozgrzanego ciała. Chciała się rozpłakać, nie pozwalając sobie na choćby chwilę rozłąki. Wiedziała jednak, że nie będzie Jego gościem przez wieczność, byłoby to absolutnie niestosowne. Przywołała minę wyrażającą wręcz nadprogramowy smutek i powiedziała, dość dobitnie:
- Czuję, że mam iść. Sama też tego chcę, muszę coś przemyśleć. Jeśli jednak jutro się spotkamy, obiecaj mi, że podejdziesz.- nie chciała właściwe słyszeć odpowiedzi. Bała się, że będzie ona negatywna. Zanim zdążył więc nabrać powietrza w płuca, odbiegła pędem. Obejrzała się tylko, czy czasem nie biegł za nią. Tak jak myślała, była wolna. Zaprzestała szaleńczego tępa i pomyślała o zwyczajnym truchcie. Tak było jej łatwiej. Myśli kłębiły jej się w głowie, tworząc niewyjaśnioną plątaninę absurdów. Postarała się je w miarę uporządkować, jakby wkładając każdą do oddzielnej szuflady. Jak można się było spodziewać, największą część garderoby jej umysłu zajmowała ta z napisem "Gustave". Nie mogła przestać liczyć na to, że coś się zmieni, że nagle ona wypięknieje i zasłuży sobie na taki ideał, jakim był on. Dotarła już do swojej jaskini. Nie rozpatrywała za długo idealnych, gładkich ścian swojego mieszkania, ani jednej, długiej półki skalnej służącej jej za łóżko. Po prostu wgramoliła się tam, dość niezdarnym sposobem zresztą i starała się znów pomyśleć. Musiała zdecydować nad jednym z nowych wątków z jej życia. Przy Nim czuła się taka szczęśliwa, spełniona. Czy był to odpowiedni moment, by stwierdzić o tak ważnym uczuciu, jakim jest miłość? Nie wiedziała nawet, czy Go kocha. Czuła się po prostu całkowicie od Niego uzależniona, jakby był jej odosobnionym, lepszym powietrzem. Ciężko było jej stwierdzić to na podstawie jednego, choć tak burzliwego dnia całe to dziwne zajście. Krótki, bezwartościowy romans? To nie było to. Może doświadczona w życiu uczuciowym nie była, może nigdy nie zaznała miłosnego odurzenia naprawdę. Ale czuła, że Mu też nie jest wcale obojętna. Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw, wyszło na to, że musi Go jeszcze poznać. Poznać na tyle, by wydać prawidłowy osąd. Bała się tylko, że będzie on co najmniej niesprawiedliwy wobec jej osoby.
<Gustave?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz