- Co tu robisz? - głos basiora wyrwał mnie z zamyślenia. - Przeziębisz się, a nie mamy więcej lotników. - wstałem i popatrzyłem za siebie. No pięknie! Tego tylko brakowało, żeby Gustave tu przyszedł. Nawet nie zdążyłem skosztować wody. To nie fair~ mruknąłem w myślach. Ku mojemu zdziwieniu, mimo zaskoczenia wywołanego przez przybycie Alphy, mój umysł wciąż pozostawał uporządkowany.
- Właściwie to przyszedłem tutaj, aby zastanowić się nad pewną decyzją.
- I zastanowiłeś się?
- Nie zdążyłem nawet napić się tej wody.
- Eh... - Gustave głośno westchnął, po czym powiedział- Tu nie chodzi o samą wodę Shogainie. To miejsce samo w sobie jest tak spokojne i ciche, że pozwala ci zastanowić się nad sobą. Jeśli ci to pomoże, to możesz mi wyjawić nad czym się zastanawiasz.
Zamknąłem oczy i głośno wciągnąłem powietrze. Chciałem tego. Gustave był idealnym przywódcą, a bycie dowódcą szpiegów to w jakimś sensie obrona jego, obrona całej watahy. Złożyłem skrzydła, podszedłem do Alphy i kłaniając się powiedziałem:
- Czy uczynisz mi ten zaszczyt i pozwolisz zostać dowódcą twoich szpiegów? Służba tobie i watasze będzie dla mnie zaszczytem, a uważam, ze podołam tej odpowiedzialności. Mogę przyjmować różne kształty, poruszam się bezszelestni i nie ukrywam, że mam zmysł taktyczny. Może jestem nieco oschły i arogancki, ale myślę, iż może mi to pomóc w zarządzaniu jednostkami. Posiadam dużą wiedzę o przeróżnych rzeczach, co może pomóc mi w rozeznaniu aktualnej sytuacji watahy. Zrozumiem, jeśli tego nie zrobisz.
Podniosłem się i czekałem na "wyrok".
<Gustave? :D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz