Gdy gałąź z trzaskiem upadła na ścieżkę basior już dawno krył się w pobliskich krzewach dokładnie lustrując okolice. Od jakiegoś czasu wyczuwał tu inne wilki , choć był to raczej ślad po ich obecności aniżeli rzeczywista obecność. Miały silną aurę magiczną przez co nie mógł do końca określić ich położenia i ilości, ale zapowiadała się całkiem spora wataha. To by wyjaśniało czemu już od początku tych krain wyczuwał tętniącą życiem społeczność, a nie kolejne spokojne odludzie, które zazwyczaj napotykał. Po chwili zastanowienia wypełzł bezszelestnie ze swojej kryjówki i otrzepał gęste futro z starych, jesiennych jeszcze liści. Wiosna powoli budziła się do życia zwiastując swoje przyjście setkami maleńkich, ale kolorowych kwiatuszków, które barwnym dywanem wyścielały całą okolice. Drzewa nieśmiało puszczały pierwsze zieleniące się pąki, a wypoczęta ziemia z radością okrywała się pistacjowym płaszczem traw. Basior wziął głęboki oddech delektując się zapachem lasu. Przy okazji wietrzył także za zwierzyną i ewentualnymi wilkami. Analizował chwilę wszystkie wonie, które do niego dotarły po czym nieśpiesznie ruszył ścieżką. Całe to miejsce pełne było zwierząt. Niedaleko przebiegało stado jeleni, w norze obok ścieżyny krył się młody zając. W głębi puszczy ze swego snu powstawał niedźwiedź. Cały las wypełniała kakofonia dźwięków, trelów, świergotów i postukiwań dzięciołów, a jednocześnie panował tu niesamowity spokój. Po mimo tej całej orkiestry czuło się tu ciszę. Wilk odetchnął, zrelaksował się. Nie miał się czego obawiać. Tutejsza wataha nie okazywała wrogości, wręcz przeciwnie zapraszała do siebie oferując pożywienie, schronienie i miejsce dla siebie. Widocznie wciąż rosła w siłę i każdy nowy członek był tu na wagę złota. Alfa musiał być naprawdę silny, bo wraz z przyjściem na te tereny wyczuwało się tu autorytet. Beżowy basior nie miał zamiaru się z nim kłócić ani kwestionować jego władzy. Z góry obdarzył Alfę szacunkiem, ciekawy kimże jest ten wilk. Dołączenie do jego watahy nie byłoby głupim pomysłem. Jak bardzo wędrowanie nie byłoby pociągające dobrze jest wreszcie gdzieś osiąść, a to miejsce wydawało się ku temu idealne. Najpierw jednak musi znaleźć watahę i zwrócić się do przywódcy lub kogoś kto ma takie uprawnienia. Wyśledzenie wilków nie będzie co prawda zbyt trudne, ale może być czasochłonne. Teren jest naprawdę duży, a wilki nie trzymały się siebie. Z wielu różnych stron dochodził zapach lub siła aury kolejnego osobnika. Basior nie potrafił określić, który ślad należy do Alfy. Wiele tutejszych basiorów oraz wader posiadało naprawdę mocny charakter i magię. Badając po kolei każdy trop beżowy wilk stwierdził w końcu, że ruszy za tym, który był najbliżej. Był to magiczny "odcisk" jakiejś wadery, Znajdowała się niecały kilometr stąd i widocznie nie zamierzała się nigdzie indziej ruszać. Może drzemała lub coś w tym rodzaju. Zaintrygowany nią basior ruszył w jej stronę wartkim truchtem. W tym tempie całą odległość pokona w niecałe piętnaście minut. Nie było to może wielkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że wilk poruszał się raczej średnią prędkością, ale basior i tak był zadowolony ze swoich wyników. Nie był przecież wojownikiem czy czym tam innym, by poruszać się nie wiadomo jak szybko. Zazwyczaj i tak chodzi spacerkiem dokładnie ilustrując okolicę wokół. Teraz jednak musiał się pośpieszyć, bo powoli zapadał zmrok a nie chciał spędzać kolejnej nocy skryty gdzieś w krzewach.
Zgodnie z przewidywaniem po jakimś kwadransie stanął pod wysokim drzewem szukając wzrokiem wadery. Wilczycy jednak nie było nigdzie w okolicy. W każdym razie tu na dole. Po chwili refleksji basior uniósł pysk przyglądając się gałęziom drzewa. W pierwszej chwili uznał, że na jednej z nich leży dziwaczna wyrośnięta sroka. Dopiero gdy "sroka" spojrzała na niego bystrymi, zdecydowanie wilczymi oczami uświadomił sobie, że to właśnie owa wadera. Odchrząknął po czym uśmiechnął się łagodnie,
- Witaj, lady Elster (z. niem. sroka) - rzekł miękko - Nie chcę przeszkadzać, ale czy należysz może do tutejszej watahy?
Wadera przyjrzała mu się uważnie po czym z gracją zeskoczyła na ziemię. Lot zamortyzowała rozwinięciem pokaźnych skrzydeł. Basiorowi błysnęły oczy, Wilk ze skrzydłami to rzadki widok.
- I owszem - odparła, siadając przed nim - Czemu nazwałeś mnie Elster? - spytała, nieco zaskoczona tym określeniem.
- Gdyż początkowo wziąłem cię za srokę - wyszczerzył zęby w uśmiechu - Przypominasz tego ptaka, wiesz?
- Może i przypominam, może nie - obruszyła się nieco - Kim jesteś?
- A kim chciałabyś bym był? - spojrzał na nią psotnie.
Wilczyca parsknęła, rzucając mu pobłażliwe spojrzenie. Nie zamierzała odpowiedzieć na zaczepkę. Basior westchnął w duchu, ale dobry humor wciąż się go trzymał.
- No już, już. Nie fochaj się - powiedział przepraszająco - Jestem Oliver, niewydarzony mag z krain, które nawet nie mają nazwy, Podróżuję po świecie w poszukiwaniu szczęścia. Oraz ziół, ale to szczegół. A jak tobie na imię, Elster?
Wadera zdusiła w sobie kolejne prychnięcie,
- Yaenn.
- Yeann - powtórzył w zamyśleniu basior - Bardzo ładne imię, Sroko. Czy byłabyś tak miła i opowiedziała mi nieco o tutejszej watasze i ogólnie tej krainie?
Spojrzał czarująco w jej oczy, choć widział, że waderę nie ruszają takie rzeczy, No cóż próbować zawsze można.
<Yeann? ;3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz