Wadera przez chwilę zastanawiała się. Być może nad tym, jak odpowiednio ubrać w słowa to co chciała mu przekazać.
- Chciałabym podziękować ci, za uratowanie mnie.- wypowiadając te słowa patrzyła mu prosto w oczy. Czuł niemałe zaskoczenie, kiedy powoli przetwarzał w myślach Jej słowa. Chce dziękować jemu? Za ratunek? Przecież sama doskonale sobie poradziła. Dobrze pamiętał jak z niebywałą gracją unika ciosu niedźwiedzia. A potem jak uderza go z ogromną siłą. Dała wtedy szansę Nathanowi na unieruchomienie napastnika. Więc to Ona w tej historii była prawdziwą bohaterką.
- Nie, to raczej ja powinienem dziękować Tobie. Gdyby nie Ty, nie miałbym szans wyprowadzić ataku.- przyznał szczerze.
Nadal na niego patrzyła. Nie mówiła zupełnie nic, po prostu lustrowała go wzrokiem. Jednak basior zauważył na jej pyszczku coś, czego nie miał okazji podziwiać wcześniej. Jej oblicze rozjaśnił lekki uśmiech. Czyżby doceniła to, że nie zagarnął całej chwały dla siebie, że wspomniał o jej wyczynie?
Po chwili odwróciła wzrok, udając zainteresowanie lecącym nad ich głowami ptakiem.
- Więc...- zaczął nieco skrępowany grobową ciszą między nimi. Zwykle nie rozpoczynał rozmowy, jednak tym razem coś go ku temu pchnęło, kazało coś wydusić.- Od dawna tu jesteś?
- Właściwie od początku istnienia watahy.- wyjaśniła krótko. Skierowała swoje bystre czekoladowe oczy z powrotem na niego. Skinął głową na znak zrozumienia. Przygarbił się nieco.
- To może zgodziłabyś się na krótką wycieczkę po okolicy? Nie znam jej zbyt dobrze.- zaproponował z nutą onieśmielenia w głosie.
Yaenn chwilę rozważała jego propozycję, jakby doszukiwała się w niej jakiegoś podstępu, pułapki. Wątpiła w czyste intencje Nathana. Powinna wiedzieć, że zrobienie jej krzywdy, czy sprawienie jakiejkolwiek przykrości nawet nie przyszło mu do głowy. W końcu zgodziła się, rzucając szybkie "Zapraszam.".
Na początek udali się do Zakątku Ciszy. Szli nic nie mówiąc. A przynajmniej On. Ona co jakiś czas częstowała go ciekawostkami i anegdotami na temat lokacji, w któych się znajdowali. Starał się jej słuchać, jednak często przyłapywał się na nieuwadze. Myślami wracał do sprawy kompasu. Zakłócenia w jego działaniu niesamowicie go intrygowały. Kusiło go, by sprawdzić, odkryć tajemnicę gór. Chciał je zbadać, zabrać próbkę minerału który jest wszystkiemu winien. Chciał rozpracować tajemnicę i dostroić swoje urządzenie. Wreszcie chciał opisać wszystko w swym dzienniku i przekazać zdobytą wiedzę dalej. Postanowił, źe tego dnia, po zmroku uda się w góry i odkryje ich sekrety. Z jakiegoś powodu ukochał noc do takich wypadów. Zawsze twierdził, że w ciemności lepiej mu się myśli. Mrok spowijający świat w późnych porach nie stanowił dlań problemu. Z jego oczami mógł wszystko.
- Jesteśmy.- suchy ton głosu Yaenn sprowadził go na ziemię tak brutalnie wyrywając z rozmyślań. Oprzytomniał i rozejrzał się dookoła.
<Yaenn?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz